Jak podaje Gazeta Prawna wczoraj Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. z 2007 r. nr 70, poz. 473 z późn. zm.), która dopuszcza możliwość wyświetlenia reklamy piwa dopiero po godzinie 23 (do tej pory do 20). Celem Ministerstwa Zdrowia które nowelizacje przygotowało jest ograniczenie wpływu reklamy piwa na młodzież.
O ile jestem w stanie zrozumieć jeszcze sens zakazu sprzedaży i spożywania piwa na stadionach o którym niedawno było głośno przy okazji próby jego zniesienia z okazji euro 2012 (jeszcze chyba cześć „kibiców” do tego nie dorosła), o tyle tego typu ograniczenie jest absurdalne. Nie wiem co to ma tak naprawdę zmieniać tym bardziej, że na ulicach reklamy piwa są na każdym kroku. Myślę, że rządzący powinni się bardziej skupić na edukacji i egzekwowaniu zakazu sprzedaży alkoholu małoletnim niż na wprowadzaniu tego typu rozwiązań tym bardziej, że jak zaznacza Danuta Gut, dyrektor Biura Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego: nie ma badań, które wskazywałyby, że istnieje związek między godziną emisji reklamy piwa a jego spożyciem.
Szkoda trochę bo cenie sobie bardzo reklamy piwa ze względu na ich pomysłowość i poczucie humoru, jeżeli więc ustawa przejdzie rzadziej będę mógł je oglądać – całe szczęście, że na Youtube dostępne są całą dobę. Jedna z moich ulubionych (ale obiecuję, że po wejściu ustawy będę ją oglądał dopiero po 23, Was także o to proszę):
W szerszym ujęciu, przeraża mnie trochę „polityka alkoholowa” tego kraju. W Niemczech widok osób pijących piwo na ulicy nie jest niczym zadziwiającym, nikt też nie robi z tego problemu – zakazy w tym zakresie nie obowiązują. U nas nie jest możliwym napicie się kulturalnie piwa na powietrzu poza lokalami, nie ryzykując narażenia się na „dodatkowe koszty” z tym związane. Oczywiście ktoś zaraz powie, że to inna kultura picia, że jesteśmy jeszcze daleko za murzynami w tym zakresie i skończy się to setkami pijanych ludzi (zwłaszcza młodych) na ulicach, awanturami i zakłócaniem porządku. Być może jakaś racja w tym jest jednak z drugiej strony, tajemnicą poliszynela jest to, że tak naprawdę zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych jest skutecznie przez wielu ignorowany, problem w tym, że przypomina to często zabawę w kotka i myszkę z policją. Sam zakup alkoholu przez małoletnich też jak powszechnie wiadomo nie stanowi większego problemu – choć mam wrażenie, że ostatnio w tej kwestii sporo się zmienia.
Irytuje mnie także kwestia, że z jednej strony wprowadzane są kolejne coraz bardziej absurdalne zakazy z drugiej natomiast w restauracji sejmowej czyli de facto w sejmie, a więc w miejscu pracy posłów alkohol jest sprzedawany całkowicie legalnie i nikt nie robi z tego problemu. W praktycznie każdej innej pracy spożywanie alkoholu w jej trakcie, skończyłoby się najprawdopodobniej natychmiastowym zwolnieniem dyscyplinarnym. Jakiś przykład z góry powinien chyba płynąć? Z przyzwoitości pominę już ostatnią „aferę buteleczkową”.
Zastanawiam się kto tu tak naprawdę ma problem z alkoholem – społeczeństwo czy politycy? Może czas skończyć z patrzeniem na cały naród przez pryzmat siebie?









