
W historii sądownictwa niewiele było takich pomyłek jak proces Jana Calasa. W 1761 r. w Tuluzie rozegrały się bardzo dramatyczne wydarzenia, które z całą pewnością mogłby być materiałem na dramat sądowy, którego nie powstydziłby się nawet John Grisham. W owym czasie Francja była na wskroś katolickim krajem, w którym zdarzały się przypadki fanatyzmu religijnego i nietolerancji względem przedstawicieli innych wyznań. Główny bohater tej historii, dodajmy – bohater tragiczny – Jan Calas był kupcem. Można powiedzieć, że do zguby przywiodła go wyznawana wiara, ponieważ był kalwinem. W XVIII wieku kalwini byli obiektem prześladowania i napaści ze strony ortodoksyjnych katolików. Rodzina Calasa na każdym kroku doznawała różnych upokorzeń, jednakże były one niczym w porównaniu ze wstrząsającymi wydarzeniami, które dopiero miały się rozegrać.
Jeden z synów Jana Calasa – Marek Antoni ukończył studia i zamierzał rozpocząć praktykę prawniczą. Do szczęścia brakowało mu jedynie specjalnego zaświadczenia z kurii, ponieważ jego brak uniemożliwiał wykonywanie zawodu. Niestety, duchowni odmówili wydania tegoż zaświadczenia, ponieważ Marek Antoni był kalwinem. Młodzieniec bardzo przeżył fakt odmowy, a doznana uraza pchnęła go do dokonania desperackiego kroku jakim było samobójstwo. W dniu 13 października 1761 r. Marek Antoni Calas po kolacji w towarzystwie rodziców i przyjaciela rodziny Lavaisse’a, zszedł na moment na parter należącej do ojca kamienicy. Chwilę później tą samą drogą, Jan Calas odprowadzał do wyjścia swojego przyjaciela, niczego nie przeczuwając. Widok, który obaj ujrzeli wstrząsnął nimi do głębi, albowiem Marek Antoni wisiał nieżywy na sznurze przymocowanym do belki stropowej.
W tamtych czasach samobójcom odmawiano pochówku na cmentarzach. Często byli grzebani pod cmentarnymi murami. Zszokowani i zrozpaczeni rodzice, w trosce o pochówek tragicznie zmarłego, zatuszowali ślady samobójstwa. Dopiero wtedy zawiadomiono Policję. Rodzice zeznali, że ich syn został zamordowany. Pod domem Calasów błyskawicznie zaczęła zbierać się żądna sensacji gawiedź. Pojawiła się wyssana z palca plotka, jakoby Marek Antoni padł ofiarą rodzinne sprzeczki, która wybuchła po tym jak ujawnił, że zamierza nawrócić się na katolicyzm. Duchowni podsycali niepokoje społeczne domagając się przykładnego ukarania heretyka.Śledczy pod wpływem emocji zadecydowali o aresztowaniu Jana Calasa, a następnie poddaniu go torturom w celu wymuszenia zeznań. Pod wpływem nieludzkiego bólu Calas przyznał się do winy, ale po ich zaprzestaniu wszystko odwołał. Torturom zostali poddani również inni członkowie rodziny. Matka została wtrącona do lochu, zaś drugi syn Calasa – Piotr został wygnany z miasta. Proces opierał się głównie na oświadczeniu Calasa, złożonemu pod wpływem tortur oraz nikłych poszlakach. Pod naciskiem opinii publicznej Parlament Tuluzy 9 marca 1762 skazał Jana Calasa na śmierć, bez udowodnienia mu winy. Wykonanie wyroku zostało poprzedzone łamaniem na kole i podduszaniem skazanego. W trakcie kolejnych tortur Calas krzyczał, że jest niewinny. Ostatecznie spalono go na stosie, a popioły rozrzucono. Rodzina Calasa straciła cały majątek w drodze konkwiskaty.
Sprawa była w XVIII wieku bardzo głośna, o czym świadczy zainteresowanie nią elit intelektualnych Francji. Dużą zasługę w pośmiertnej rehabilitacji Jana Calasa ma Wolter, który zainspirowany sprawą napisał słynny Traktat o tolerancji, czym niewątpliwie skłonił wymiar sprawiedliwości do ponownego rozpatrzenia sprawy. Kilka lat później w 1765 r. Rada Królewska w składzie 80 sędziów uniewinniła Calasa od postawionych zarzutów, zaś król przyznał rodzinie Calas ogromną rentę pieniężną jako odszkodowanie.










Odebranie majątku przez władzę to konfiskata. Podbój Ameryki Południowej i Środkowej przez Hiszpanów i Portugalczyków w XV i XVI w. to konkwista.
Natomiast skład sędziowski w liczbie osiemdziesięciu jest naprawdę imponujący.