
Dwuczęściowa opowieść o średniowiecznym Rycerzu – Arnie Magnussonie jest filmową adaptacją trylogii Jana Guillou. Autor książki jest uważany za największego współczesnego pisarza szwedzkiego. W swoim rodzinnym kraju Jan Guillou sprzedał ponad 10 mln książek, zaś jego powieść Krzyżowcy, na kanwie której oparto fabułę filmów o Arnie wydano w 20 innych krajach. Arn Templariusz oraz Arn – Królestwo na krańcu drogi to najdroższe produkcje w dziejach skandynawskiej kinematografii. Film jest przykładem solidnego europejskiego kina historycznego.
Historia w tym wypadku przenosi nas na tereny dzisiejszej Szwecji, gdzie w szlacheckiej osadzie należącej do rodu Folkungów wychowują się mały chłopiec imieniem Arn. Podczas jednej z dziecięcych zabaw spada on z dużej wysokości i odnosi poważne obrażenia. Nieprzytomnym chłopcem opiekują się rodzice. W przypływie desperacji jego matka – gorliwa katoliczka – obiecuje Bogu, że odda syna do klasztoru jeśli tylko Wszechmogący pozwoli mu wrócić do zdrowia. Tak też się staje i młodzieniec zostaje oddany na wychowanie do klasztoru. Nie wstępuje jednak do stanu duchownego, ponieważ mnisi nie widzą w nim dobrego materiału na zakonnika, poza tym ich zdaniem kwestia przyjęcia święceń jest sprawą wolnego wyboru. Jeden z braci – Guillbert odkrywa w młodzieńcu niebywały talent rycerski i zaczyna szkolić go we władaniu bronią. Z biegiem czasu Arn staje się coraz lepszy i wkrótce przerasta samego mistrza. W momencie, gdy osiąga pełnoletność przeor klasztoru pozwala mu na powrót do domu. Jest to początkiem fascynującej historii, w której przeplatają się miłość, przyjaźń, zdrada, walka o władzę, plemienne waśnie i krwawe pojedynki. Postaram się jednak nie zdradzać zbyt wiele z fabuły, ponieważ odbiera to radość z oglądania filmu. Dość powiedzieć, że w efekcie nikczemnej intrygi młody Arn i jego ukochana Cecilia zostają skazani na pokutę w postaci konieczności spędzenia połowy życia w odrębnych klasztorach. Kara Arna zostaje zamieniona na służbę w Ziemi Świętej w Zakonie Templariuszy. Jak to w takich historiach bywa – rycerz będzie musiał przejść bardzo wiele, aby sprostać wyzwaniom, które los postawi na jego drodze.
Niewątpliwą zaletą filmu jest również gra aktorska. Obsada została dobrana w taki sposób, że każdy aktor idealnie pasuje do swojej roli, dzięki czemu wszyscy wypadli bardzo przekonująco. Każda scena została nakręcona w profesjonalny sposób, bez patosu i nadmiernej ekspresji widywanych często w innych tego typu produkcjach. Podobnie jest z tłem wydarzeń. Scenerie zostały pokazane w sposób naturalistyczny. Widzimy średniowieczne osady bez upiększeń. Tradycyjne drewniane chaty, murowane masywne cielska zamków oraz surowe mury klasztorów. Osady tętnią własnym życiem. Każdy mieszkaniec ma własne zadania, których wykonywaniem jest pochłonięty. Widzimy zatem możnych, duchowieństwo i pospólstwo z ich wadami i zaletami. Ludzi pracujących w pocie czoła, w brudzie i błocie. Ich tradycyjne wierzenia i praktyki religijne. Wszystko bez nadmiernych upiększeń. Świetnie zaprojektowane kostiumy tylko uwiarygodniają opowiadaną historię.
Małym minusem jest dość kiepska charakteryzacja postaci. Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, dlatego należałoby nieco mocniej zaakcentować proces starzenia się głównych bohaterów i zachodzące w nich zewnętrzne zmiany. Poza tym sceny batalistyczne, choć ciekawie zaaranżowane nie powalają rozmachem amerykańskich wysokobudżetowych produkcji. Nie można jednak zaprzeczyć, że ogląda się je z przyjemnością. Dla osób, które lubią dobre kino z gatunku płaszcza i szpady to pozycja obowiązkowa.










O tym i innych ciekawych filmach możecie podyskutować w jednym z tematów na naszym forum internetowym pod adresem http://www.iurista.net/forum/viewtopic.php?f=8&t=8