
Wiadomo nie od dziś, że przepisy obowiązujące w naszym pięknym kraju bywają niespójne, nielogiczne, a niekiedy pozostają ze sobą w sprzeczności. Identyczny wniosek można wysnuć przypatrując się zastosowaniu ich w praktyce. Osoba, która choć trochę czasu spędzi przy stosowaniu prawa – w kancelarii prawniczej, w spółce prawa handlowego lub w sądzie z pewnością szybko przyzna mi rację. Problem, który chciałbym poruszyć, być może nie jest nowy, ale wywiera dość duży wpływ na szybkość toczących się postępowań rozpatrywanych w trybie nakazowym i upominawczym.
Otóż, przepis z art. 782 kpc stanowi, iż nakazowi zapłaty sąd nadaje klauzulę wykonalności z urzędu niezwłocznie po jego uprawomocnieniu się. Przed nowelizacją art. 782 kpc wierzyciel musiał wystąpić do sądu z wnioskiem o nadanie klauzuli wykonalności przeciwko dłużnikowi. Nie pozostawało to bez wpływu na długość postępowania, ponieważ wymiana korespondencji między wierzycielem a sądem może trwać nawet kilka dni. Założenie, które stoi u podstawy tego rozwiązania prawnego – jest słuszne i teoretycznie pozwala na znaczne skrócenie postępowań. Podkreślam – teoretycznie – bowiem w rzeczywistości nie zawsze jest to takie proste. Sytuację nieco komplikuje kolejny przepis dla odmiany z § 188 ust. 4 regulaminu urzędowania sądów powszechnych, wedle którego w razie nadania klauzuli wykonalności zapłaty przez sąd z urzędu, tytuł wykonawczy pozostawia się w aktach sprawy, wydając go wierzycielowi jedynie na jego wniosek. W rezultacie wierzyciel i tak musi wystąpić o doręczenie tytułu wykonawczego. Na to wszystko nakłada się jeszcze niejednolita praktyka sądów, bowiem część literalną wykładnią przepisów, zaś część stoi na stanowisku wyrażonym przez Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 7 grudnia 2005 r., sygn. akt: I CA 1/05 (opubl. Orzecznictwo Sądu Najwyższego Izba Cywilna 2006/6/109/94). Przydałoby się to wszystko jakoś uporządkować.









