Złośliwość rzeczy martwych

25 kwi 2009 autor: Piotr Konieckiewicz

laptop

Zazwyczaj gdy jesteśmy w trakcie przygotowywania pracy licencjackiej, pracy magisterskiej, referatu lub ważnej prezentacji (niepotrzebne skreślić) zdarza się coś nieoczekiwanego, co może pokrzyżować nasze plany. Na własnej skórze doświadczyłem prawdziwości tego twierdzenia. Przykład o którym piszę idealnie ilustruje działanie prawa Murphy’ego w praktyce.

Historia zaczyna się dość zwyczajnie. Ponad dwa lata temu kupiłem notebooka jednej z wiodących marek. Było to pięknego grudniowego, a dokładnie 5 grudnia 2006 r. Data ta jest bardzo istotna z punktu widzenia moich dzisiejszych rozważań. Komputer był drogi i w tamtych czasach miał jedną z najlepszych konfiguracji sprzętowych na rynku. Jako osoba uwielbiająca nowinki techniczne byłem z niego dumny. Radość nie trwała jednak długo, bo po niecałych 3 miesiącach zepsuła się nagrywarka DVD. W konsekwencji tego sprzęt wylądował w serwisie. Cała procedura tzn. wysyłka, naprawa i zwrot sprzętu – trwała 5 dni roboczych. Przez pewien czas był spokój. W grudniu 2007 r. niespodziewanie mój laptop podczas pisania przeze mnie pracy magisterskiej wyłączył się. Przy próbach uruchomienia wyświetlał się komunikat Błąd systemu. Próba re-instalacji systemu operacyjnego nie przyniosła rezultatu, ze względu na wykrywany przez instalatora błąd dysku twardego. Szczęście, że miałem kopię zapasową pracy. Sytuacja z serwisem powtórzyła się, tym razem jednak zepsuł się dysk twardy zaś na komputer przyszło mi czekać 8 dni. Po powrocie z serwisu sprzęt zachowywał się poprawnie i nie było z nim żadnych widocznych problemów. Mogłem dokończyć pracę magisterską w spokoju. W połowie grudnia 2008 r. coś znowu było nie tak. System zawieszał się wielokrotnie nawet przy najdrobniejszej czynności. Dokładnie 19 grudnia 2008 r. w piątkowy wieczór rozsypał się zupełnie. Niezwłocznie zgłosiłem awarię do serwisu. W poniedziałek 22 grudnia 2008 r. wysłałem komputer. Tego samego dnia zadzwonił do mnie przedstawiciel serwisu z informacją, że nie przysługuje mi już naprawa w ramach gwarancji, ponieważ jej standardowy okres wynosi 2 lata i dlatego pracownicy serwisu po dokonaniu ustaleń jakie podzespoły wymagają wymiany, pocztą elektroniczną poinformują mnie o koszcie naprawy. Po świętach Bożego Narodzenia otrzymałem kolejny e-mail o następującej treści – Chciałbym poinformować, że Pański notebook nie jest już objęty gwarancją producenta. Okres gwarancji skończył się 5 grudnia 2008 r. W celu naprawy komputera należy wymienić płytę główną. Jednocześnie informujemy uprzejmie, że zamontowana bateria ma około 30% nominalnej pojemności. Sugerujemy regenerację baterii w cenie 210 PLN netto lub zakup nowej baterii w cenie 484 PLN netto. Koszt płyty to 640 PLN netto, montaż 200 PLN netto, koszt transportu 40 PLN netto. W przypadku rezygnacji z naprawy będziemy zmuszeni naliczyć koszt obsługi zgłoszenia w wysokości 30 PLN netto oraz koszt transportu 40 PLN netto. Do cen należy doliczyć podatek VAT 22%.
Jeśli chciałbym naprawy komputera i regeneracji baterii to łączny koszt, razem z podatkiem VAT wynosiłby 1.836,28 zł. Według cen z tamtego okresu koszt naprawy był zbliżony do wartości komputera. Za tą cenę mogłem kupić nowy.
Już podczas wcześniejszej korespondencji z serwisem zacząłem kwestionować zasadność twierdzenia, że naprawa ta nie jest naprawą gwarancyjną. Zgodnie z treścią przepisu art. 582 § 2 – termin gwarancji ulega przedłużeniu o czas, w ciągu którego wskutek wady rzeczy objętej gwarancją uprawniony z gwarancji nie mógł z niej korzystać. Według opinii pracowników serwisu okres gwarancji powinien zostać przedłużony o czas transportu i naprawy (czyli 13 dni) – od momentu odebrania sprzętu przez kuriera do momentu jego dostarczenia z powrotem. Tymczasem literalne brzmienie wymienionego przepisu nie daje możliwości takiej interpretacji. Okres gwarancji winien zostać przedłużony co najmniej o 16 dni na które oprócz czasu transportu i naprawy składają się również:
- 1 dzień, kiedy nie mogłem korzystać z komputera po awarii dysku twardego, ponieważ od zgłoszenia usterki do odebrania sprzętu minęło około 24 godzin;
- 2 dni, ponieważ po awarii płyty głównej nie mogłem korzystać z komputera również w czasie od piątkowego wieczoru do poniedziałku rano.

Sprawa toczyła się ponad 2 miesiące od momentu wysłania sprzętu. W tym czasie napisałem 2 wezwania do dobrowolnego wykonania umowy w ramach gwarancji oraz całą masę e-maili. Na pierwsze z wezwań nie doczekałem się odpowiedzi, dopiero rozmowa telefoniczna wyjaśniła, że nie zostało uwzględnione. Drugie wezwanie wysłałem do szefa centrum serwisowego, powołując się na wymieniony przepis oraz uprzedzając, że wezwanie jest ostateczne przed skierowaniem sprawy do sądu. Niemal natychmiast otrzymałem odpowiedź następującej treści: Notebook zostanie naprawiony w ramach gwarancji. W chwili obecnej oczekujemy na dostawę płyty głównej od producenta. Nie posiadamy informacji na kiedy zostanie dostarczona część. W sprawie szczegółowych informacji proszę o kontakt.
Po dwóch tygodniach oczekiwania otrzymałem naprawiony komputer, wraz z listem od producenta, w którym Prezes jego polskiego oddziału przeprasza mnie za zaistniałą sytuację i zapewnia, że podobne przypadki nie będą miały miejsca w przyszłości.
Podejrzewam, że gdyby nie upór i konsekwencja w dążeniu do celu, poparte trafnymi argumentami i przepisami prawa nie miałbym na czym napisać tego artykułu.

Komentarze: 4 “Złośliwość rzeczy martwych”

  1. Marcin @ Kwiecień 25th, 2009 1:09 pm

    Ja miałem podobną sytuacje. Zalałem komputer, serwis niechciał naprawić w ramach gwarancji (uszkodzenie wynikło z mojej winy, więc ok) zaoferowali naprawe za 900 zł lub opcje bez naprawy za 300 zł (opłata za diagnoze i wysyłkę do czech). Po kilku pismach i interwencji u rzecznika praw konsumenta dali spokój z tymi 300 złotymi.

    Zawsze warto walczyć o swoje.

  2. elf117 @ Kwiecień 26th, 2009 7:01 pm

    Ciekawe jaka to marka? Mój pierwszy komputer stacjonarny wytrzymał 12 lat, a teraz robią taki szajs, że laptop też mi się rozleciał po dwóch miesiącach. To już nie są komputery tylko jednorazówki.

  3. Marcin @ Kwiecień 26th, 2009 7:11 pm

    U mnie tak samo z pierwszym stacjonarnym. Zresztą obecny też służy mi już 5 lat bez większych problemów.

    Niestety kwestia „jednorazówek” odnosi się nie tylko do komputerów, a do całej elektroniki – wyraźnie to widać także przy komórkach. Sprzęt ma wytrzymać troche ponad okres gwarancji i potem przeważnie się psuje, co więcej najczęściej koszt naprawy sprawa, że nie jest ona w ogóle opłacalna i nie pozostaje nic innego jak kupić nowy przedmiot. I tak to się wszystko kręci. Może to troche spiskowa teoria dziejów ale wydaje mi się, że słaba trwalość sprzętu elektronicznego to nie przypadek.

  4. Katarzyna @ Kwiecień 26th, 2009 7:31 pm

    Jasne, że to nie przypadek. W ten sposób napędzają sobie klientów. Ja póki, co odpukać nie mam problemu ze swoim laptopem, lecz widać już, że nie śmiga tak jak poprzednio. Jest dużo wolniejszy, choć mam go dopiero od 2 lat. Mam nadzieję, że mi jeszcze trochę posłuży, bo nie mam pieniędzy i ochoty zmieniać laptopy co 2 lata, zaraz po tym, jak skończy się gwarancja.

Skomentuj: