Za trochę ponad tydzień wybory do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście przy tej okazji na pewno powróci (jak zwykle zresztą ostatnio przy każdych wyborach) temat głosowania przez Internet.
Ogólna euforia w tym temacie trochę mnie przeraża. Sam fakt głosowania z domu brzmi całkiem sympatycznie, nie wiele osób jednak wydaje się być świadomych zagrożeń jakie z tym się wiążą, a te niestety są. Jak mawiał jeden z „celebrytów” czasów jakiś czas temu już minionych: nie ważne kto głosuje –ważne kto liczy głosy”. Jakoś nie potrafię się pogodzić z myślą, żeby robił to komputer.
Zagrożeń dla jednej z ostatnich instytucji demokracji bezpośredniej jest multum, scenariusze można mnożyć bez końca. Oczywiście stopień ich prawdopodobieństwa to już inna kwestia, chociaż na pewno nie można ich wykluczyć – za dużo bowiem było w historii „cudów nad urną”, aby lekkomyślnie wierzyć, że „nas to już nie dotyczy”.
Sprawa pierwsza:
Przy tradycyjnych wyborach mamy do czynienia z wieloma komisjami wyborczymi, najprościej mówiąc wszystko sprowadza się do tego, że pewna grupa często całkiem przypadkowych ludzi liczy głosy z pojedynczego okręgu. Nawet jeżeli w jakiś sposób dogadaliby się (co w praktyce jest wątpliwe) i zdecydowali zmienić wynik wyborów fałszując liczbę oddanych głosów, to zmiana ta prawdopodobnie nie miałaby wielkiego wpływu na ostateczny wynik wyborów. Powód jest prosty: głosy z pojedynczego okręgu stanowią ułamek procenta wszystkich oddanych.
Z systemem informatycznym jest trochę inaczej. Dane muszą być przechowywane w tym systemie, a to oznacza potencjalną możliwość ich modyfikacji. Co więcej modyfikowane mogą być nie tylko przez ludzi „zamieszanych” w wybory (członków komisji wyborczych itp.), ale także przez inne osoby – hackerów. Od razu zaznaczam, że głuchy jestem na wszelkie głosy mówiące o stworzeniu bezpiecznego systemu informatycznego. Uważam, że skoro włamania do pentagonu czy innych wojskowych komputerów nie są niczym zadziwiającym to tym bardziej wątpię w stworzenie super bezpiecznego systemu do głosowania online. Jak znam życie odbył by się przetarg na taki system w którym jedynym kryterium decydującym o wyborze oferty była by cena ;)
Sprawa druga:
Sprzedawanie głosów. Proceder ten nie jest bezwątpienia obcy w tradycyjnych wyborach, w tych elektronicznych jednak jego uprawianie byłoby zapewne znacznie ułatwione. Wystarczy wyobrazić sobie następującą sytuację: Niedziela wyborcza. Godzina 15.00. Koło wiejskiego sklepiku przy którym na ławeczce siedzi kilku okolicznych mieszkańców zatrzymuje się czarny luksusowy samochód, wysiada z niego elegancki mężczyzna w nienagannie skrojonym garniturze z laptopem wyposażonym w bezprzewodowy dostęp do Internetu. Po szybkich zakupach staje przed lokalną klientela z kilkoma butelkami jednego ze znanych i cenionych „lokalnych trunków”… Dalej chyba opisywać nie trzeba.
Science – Fiction? Teoria spiskowa? Być może, ale myślę, że coś jest na rzeczy i nie można tego tak po prostu z ignorować.
Sprawa trzecia:
Konstytucja RP, art 96, pkt 2: „Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym”. Głosowanie online, aby uniknąć podwójnych głosów będzie wymagało autoryzacji uprawnionego do głosowania, każdy więc na dzień dobry będzie musiał się przedstawić „systemowi”, aby ten mógł sprawdzić czy delikwent jest uprawniony do głosowania i czy już przypadkiem tego obowiązku obywatelskiego nie spełnił. Może to powodować zagrożenie dla tajności wyborów ponieważ stwarza potencjalną możliwość skojarzenia danego obywatela z oddanym przez niego głosem.
Podkreślenia wymaga to co już wcześniej podnosiłem NIE MA BEZPIECZNYCH SYSTEMÓW INFORMATYCZNYCH, więc tego typu przykładowych tylko zagrożeń nie można wykluczać i ignorować.
Zresztą całe to gadanie na temat e – votingu wydaje mi się zbędne. Nie wiem czemu tak naprawdę miałoby to służyć. Czy tak wielkim problemem jest wyjście z domu w niedzielne popołudnie raz na jakiś czas i oddanie głosu w tradycyjny sposób? Dla tych którzy naprawdę chcą zagłosować na pewno nie… a tym którym się nie chce, cóż wydaje mi się, że nie będzie im się chciało nawet jak wprowadzimy głosowanie w myślach.










:D
Drogi Autorze, pisownia cząstek -by, -bym, -byś itp. z osobowymi formami czasowników jest łączna!!
Widzę tu pewną niekonsekwencję.
Pozdrawiam i gratuluję ciekawego tematu.
Tak na marginesie – kto chce zagłosować i tak zagłosuje – czy przed monitorem, czy idąc sto, albo jadąc dziesięć tysięcy metrów do lokalu.
Upowszechniając e-voting można spodziewać się, że wiele osób zrobi to albo z niechcenia, albo przy okazji, często nie mając świadomości wagi swojego czynu – oddanego głosu. Wolę 30% frekwencję świadomych wyborców, niż 70% ludzi w większości..hmm..z przypadku? głosujących „tak o”?