
Średniowiecze kojarzy się nam z różnymi wydarzeniami i pojęciami do których należą zwłaszcza wojny, krucjaty, inkwizycja, czarna śmierć itp. W żaden sposób do tej listy nie pasują miłość i namiętność, chociaż wbrew pozorom w średniowieczu podobnie jak w czasach współczesnych było bardzo wiele różnorakich skandali obyczajowych. Wystarczy sięgnąć do źródeł historycznych, aby się o tym przekonać. Poniżej zamieszczam dwie ciekawe historie obyczajowe, które z pewnością poprawią Wam humor.
Był rok 1381. Biskup krakowski Zawisza z Kurozwęk, był znanym kobieciarzem. Swoje namiętności przypłacił życiem. Zawisza, wizytując majątki biskupie, w pewnej wsi zauważył bardzo ładną dziewczynę, córkę chłopa. Rodzice dziewczyny byli uczciwi i niemoralnej propozycji biskupa nie przyjęli. Gdy nastał wieczór, dziewczyna wdrapała się na bróg z sianem, by znaleźć ukrycie pod daszkiem. Zawisza to widział, nie spostrzegł jednak, że nieco później wszedł na bróg i ojciec dziewczyny, spodziewający się ataku ze strony możnego amanta. Z nastaniem nocy, gdy wszystko już ucichło – Zawisza podstawił pod bróg drabinę i zaczął się po niej wspinać. Gdy był już niemal u szczytu, ojciec bogdanki kopnął drabinę taką siłą, że biskup upadł na wznak i skręcił sobie kark.
Rycerz niemiecki Zygfryd von Lövenberg, wezwany przez papieża Urbana I do podjęcia krucjaty przeciwko Saracenom, postanowił spełnić swój chrześcijański obowiązek. Zostawiał jednak w zamku swoją młodziutką małżonkę Luizę i aby ochronić ją przed pokusą wiarołomstwa, nałożył jej pas cnoty. Kluczyk do pasa przekazał zaś burgrabiemu ze słowami:
- Drogi burgrabio! Ze spokojem jadę na wyprawę, gdyż ufam ci i wiem, że pieczę nad majątkiem mym i małżonką moją będziesz trzymał. Gdyby się zdarzyło, iż Bóg obrońcę swojej wiary pobłogosławiłby potomkiem, co nie później niż za 40 niedziel nastąpić może, tobie oto oddaję klucz od pasa Luizy. W tym jedynie wypadku uwolnić ją osobiście możesz.
Po czym rycerz wskoczył na koń i z całym orszakiem opuścił zamek. Jakie było jego zdumienie, gdy wkrótce dopędzony przez burgrabiego został, który w wyciągniętej przed siebie ręce trzymał wstążkę z kluczem i przerywanym ze zmęczenia głosem wołał:
- Panie, ten… ten kluczyk… nie pasuje!
Podobne historie możecie znaleźć czytając M. Sobańska-Bondaruk, S. B. Lenard, Wiek V-XV w źródłach, Warszawa 1999.










Tą drugą anegdotę już gdzieś słyszałem. W każdym razie – rzeczywiście poprawia humor :)
Przyznam, że to jedna z moich ulubionych. Mam w zanadrzu jeszcze kilka, więc w wolnym czasie postaram się wrzucić.