
Temat występowania magistrów prawa przed sądami wraca jak bumerang co jakiś czas. Ostatnio z inicjatywą ustawodawczą w tej sprawie wystąpiła sejmowa komisja „Przyjazne Państwo”. Podpisała się pod projektem ustawy opracowanym przez Stowarzyszenie Doradców Prawnych. Oprócz SDP występowały o to także Parlament Studentów RP i Niezależne Zrzeszenie Studentów. Rzeczpospolita podaje dzisiaj, że Krajowa Rada Sądownictwa negatywnie ocenia ten projekt.
Dlaczego? Tego pisać nie trzeba, chodzi oczywiście o tradycyjne pogorszenie jakości usług prawnych, dalszej części uzasadnienia przytaczać nie będę – łatwo się domyślić.
Sam jako student IV roku z niewielkim (choć coraz większym) doświadczeniem praktycznym zastanawiam co o tym wszystkim myśleć.
Z jednej strony oczywistym jest, że w studia w żaden sposób nie przygotowują do roli pełnomocnika procesowego, nawet w najprostszych sprawach z racji tego, że ich program to w 99,9% czysta teoria. Z drugiej jednak strony istnieje cała rzesza studentów którzy praktykują, czasem już od pierwszego roku w kancelariach i nie jest jakąś specjalną tajemnicą fakt, że często sami prowadzą określone sprawy (oczywiście do momentu kiedy nie trzeba stawić się przed sądem). Tak naprawdę magister prawa z doświadczeniem, może mieć większą wiedzę praktyczną niż aplikant który może występować przed sądem. Dlaczego zatem nie mógłby być pełnomocnikiem?
Wydaje mi się, że nie miałoby to innego niż pozytywny wpływu na poziom świadczonych usług. Zdecydowana większość absolwentów uczelni nie czuła by się na siłach, żeby zawodowo reprezentować klientów, a nie sądzę by znalazła się jakaś szczególnie duża grupa magistrów którzy mimo braku elementarnej wiedzy naciągali by klientów na pieniądze. Nie można wykluczyć, że ktoś mógłby zawalić prostą sprawę z powodu niedostatecznych umiejętności, ale nie oszukujmy się, wśród adwokatów i radców też trafiają się czarne owce. Na rynku natomiast pojawiła by się większa konkurencja, a wbrew twierdzeniom i szczerym chęciom niektórych prawników z korporacji nie spowodowało by to obniżenia poziomu świadczenia usług, nie wydaje mi się bowiem, żeby prawo było aż tak wyjątkową dziedziną, że nie mają do niej zastosowania podstawowe reguły ekonomii. Irytuje mnie traktowanie obywateli, jak idiotów którzy nie potrafią sami o siebie zadbać i ktoś musi ich prowadzić za rączkę i wskazywać co jest dobre, a właściwie co jest dla nich najlepsze.
Warsztatów samochodowych może być całe mnóstwo, a nikt nie krzyczy, że otwarcie kolejnego spowoduje obniżenie jakości usług. Wiem, że zaraz podniesie się larum, że jak mogę porównywać naprawę samochodów do prawa… ale moim zdaniem usługi prawnicze to jednak usługi, w pewnych miejscach bardzo specyficzne, ale nie oszukujmy się, większość spraw cywilnych to nie są jakieś szczególnie skomplikowane sprawy opiewające na niewiadomo jak wysokie kwoty.
Temat występowania magistrów prawa przed sądami wraca jak bumerang co jakiś czas. Ostatnio z inicjatywą ustawodawczą w tej sprawie wystąpiła sejmowa komisja „Przyjazne Państwo”. Podpisała się pod projektem ustawy opracowanym przez Stowarzyszenie Doradców Prawnych. Oprócz SDP występowały o to także Parlament Studentów RP i Niezależne Zrzeszenie Studentów. Rzeczpospolita podaje dzisiaj, że Krajowa Rada Sądownictwa negatywnie ocenia ten projekt.
Dlaczego? Tego pisać nie trzeba, chodzi oczywiście o tradycyjne pogorszenie jakości usług prawnych, dalszej części uzasadnienia przytaczać nie będę – łatwo się domyślić.
Sam jako student IV roku z niewielkim (choć coraz większym) doświadczeniem praktycznym zastanawiam co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony oczywistym jest, że w studia w żaden sposób nie przygotowują do roli pełnomocnika procesowego, nawet w najprostszych sprawach z racji tego, że ich program to w 99,9% czysta teoria. Z drugiej jednak strony istnieje cała rzesza studentów którzy praktykują, czasem już od pierwszego roku w kancelariach i nie jest jakąś specjalną tajemnicą fakt, że często sami prowadzą określone sprawy (oczywiście do momentu kiedy nie trzeba stawić się przed sądem). Tak naprawdę magister prawa z doświadczeniem, może mieć większą wiedzę praktyczną niż aplikant który może występować przed sądem. Dlaczego zatem nie mógłby być pełnomocnikiem?
Wydaje mi się, że nie miałoby to innego niż pozytywny wpływu na poziom świadczonych usług. Zdecydowana większość absolwentów uczelni nie czuła by się na siłach, żeby zawodowo reprezentować klientów, a nie sądzę by znalazła się jakaś szczególnie duża grupa magistrów którzy mimo braku elementarnej wiedzy naciągali by klientów na pieniądze. Nie można wykluczyć, że ktoś mógłby zawalić prostą sprawę z powodu niedostatecznych umiejętności, ale nie oszukujmy się, wśród adwokatów i radców też trafiają się czarne owce. Na rynku natomiast pojawiła by się większa konkurencja, a wbrew twierdzeniom i szczerym chęciom niektórych prawników z korporacji nie spowodowało by to obniżenia poziomu świadczenia usług, nie wydaje mi się bowiem, żeby prawo było aż tak wyjątkową dziedziną, że nie mają do niej zastosowania podstawowe reguły ekonomii. Irytuje mnie traktowanie obywateli, jak idiotów którzy nie potrafią sami o siebie zadbać i ktoś musi ich prowadzić za rączkę i wskazywać co jest dobre, a właściwie co jest dla nich najlepsze.
Warsztatów samochodowych może być całe mnóstwo, a nikt nie krzyczy, że otwarcie kolejnego spowoduje obniżenie jakości usług. Wiem, że zaraz podniesie się larum, że jak mogę porównywać naprawę samochodów do prawa… ale moim zdaniem usługi prawnicze to jednak usługi, w pewnych miejscach bardzo specyficzne, ale nie oszukujmy się, większość spraw cywilnych to nie są jakieś szczególnie skomplikowane sprawy opiewające na niewiadomo jak wysokie kwoty.










Muszę przyznać, że znam wielu prawników, którzy co prawda nie ukończyli żadnej z aplikacji prawniczych, ale wyrobili sobie dość dużą renomę w zawodzie i z powodzeniem występują w sądach jako pełnomocnicy spółek, w których są zatrudnieni. Mają dużo doświadczenia w sprawach gospodarczych i są bardzo cenieni przez przełożonych. Myślę, że skoro odnoszą sukcesy jako pełnomocnicy podmiotów gospodarczych, to czemu ktokolwiek miałby odmawiać im występowania w charakterze pełnomocników innych podmiotów w sprawach majątkowych. Dla bezpieczeństwa warto by było wprowadzić obowiązek ubezpieczenia OC, podobnie jak w przypadku adwokatów lub radców prawnych.