„Studenci za zniesieniem egzaminów na aplikacje” ochoczo donosi Rzeczpospolita. TNS OBOP przeprowadził na zlecenie Krajowej Rady Radców Prawnych sondaż. W pierwszych dniach nowego roku akademickiego ten ośrodek badania opinii zapytał 500 studentów IV i V roku prawa z 20 uczelni o ich poglądy na kształcenie uniwersyteckie oraz preferowaną drogę kariery zawodowej. Wyniki nie są zaskoczeniem pomimo tak małej ilości pytanych osób. Zastanawiam się, tylko dlaczego mnie nikt nie pytał o zdanie? ;)
W każdym razie zdecydowana większość (86%) studentów opowiedziała się za odbyciem aplikacji wtedy kiedy egzaminy zostaną zniesione. Nic w tym dziwnego bo przecież marzeniem większości, zwłaszcza na początku studiów jest praca w zawodzie. Chciałbym jednak zobaczyć ten wynik w zestawieniu z procentem tych, którzy zdecydowaliby się na aplikacje w przypadku utrzymania status quo w tej kwestii. Interesuje mnie ilu wybrało by tę drogę tylko dlatego, że można sobie odpuścić długą naukę do samych egzaminów.
Kolejne pytanie dotyczyło preferowanej aplikacji: 59% zdecydowało by się na aplikacje korporacyjne, 27% na dalszą naukę w KSSiP, 7% chciało by zostać doradcą prawnym. Natomiast tylko 2% planuje rozwijać się w kierunku doradcy podatkowego. Zaczynając od końca, wcześniejsze pytanie powinno brzmieć „czy słyszałeś o zawodzie doradcy podatkowego, oraz co wiesz na ten temat?” – podejrzewam, że większości przypadków pytanie to pozostało by bez odpowiedzi. Zawód doradcy jest bowiem mało znany w „środowisku studenckim”. Inna sprawa, że studenci też szczególną miłością do prawa podatkowego nie pałają. Nie powinna też dziwić słaba pozycja doradcy prawnego. Kto będzie chciał być doradcą skoro bez egzaminów można przystąpić do aplikacji, a to już przecież ostatnia prosta do wymarzonego zawodu adwokata;)
Ostatnia sprawa dotyczyła samych studiów. Chodzi o legendarny już powoli brak praktyki w ich toku. Tylko 1% uznał, że studia w obecnej formie spełniają swoją funkcje. Studenci narzekają, że studia przygotowują tylko teoretycznie – 30% uważa, że robią to dobrze. Natomiast zdecydowana większość zarzuca brak praktyki. Jeśli chodzi o te wyniki to również nie powinny one dziwić, jest to powtarzany od dawna truizm.
Ja jednak ostatnimi czasy zastanawiam się, czy narzekanie na brak praktycznych zajęć nie jest mocno na wyrost. Przynajmniej w obliczu istnienia aplikacji w obecnej formie. Im więcej mam styczności z praktyką, tym bardziej zaczynam zauważać jak ogromną rolę odgrywa dobre przygotowanie teoretyczne. Prawdą jest także, że wielu studentów często już od początku studiów pracuje w kancelariach i tam uczy się praktyki. Wbrew obiegowej opinii w społeczeństwie studia prawnicze w dniu dzisiejszym nie są, aż tak trudne, ciężkie i absorbujące czasowo. Spokojnie można połączyć studiowanie i udzielanie się w kancelarii, więc wydaje mi się, że jeżeli ktoś tylko chce to można uczyć się tej pożądanej tak przez wszystkich tajemnej wiedzy praktycznej już podczas studiów. Co więcej forma tej nauki, polegająca na zetknięciu się z prawdziwymi problemami prawnymi, zawsze wyprzedzi znacznie nawet najlepsze praktyczne zajęcia na studiach.
Wydaje mi się również, że w wielu przypadkach w tym całym narzekaniu chodzi właśnie o to, żeby sobie ponarzekać. Załóżmy hipotetycznie, że w programie studiów wprowadzono nowy przedmiot, nazwijmy go dla przykładu „Praktyka”. Ciekaw jestem ile osób, tak szczerze przyłożyło by się do jego nauki?










Obecnie na niektórych wydziałach realizowane są takie zajęcia praktyczne, jak np. klinika prawa. W ramach tych zajęć studenci udzielają porad prawnych pod kierunkiem pracowników naukowych. Warto by taką formę zajęć rozszerzać i upowszechniać.
Kamil a powiedz mi czy według ciebie jest możliwe samodzielne nauczenie się prawidłowego sporządzania pism procesowych i umów cywilnoprawnych.Chodzi mi tu głównie o pisma ze zbiorów pism wydawanych przez różne wydawnictwa przez osobę która ma oczywiście ugruntowaną wiedzę teoretyczną.A jeżeli nie to dlaczego czy w tych zbiorach wzorów są np. jakieś braki.
Ja Ci mogę powiedzieć, że jest możliwe samodzielne nauczenie się prawidłowego sporządzania pism procesowych i umów. Wystarczy chcieć :) Ja się uczyłem sam będąc powodem w kilku sprawach bez pomocy pełnomocnika. Nie przegrałem, nie zawaliłem nic, więc się da. Po prostu czytasz czego Ci potrzeba w takim piśmie i to w nim zawierasz – chociaż nie ma co kryć, że komentarze dobre też mogą się przydać.
No a jeśli o umowy chodzi to po to jest essentialia negotii żeby wiedzieć co musi być a reszta według uznania stron, więc generalnie nie takie straszne jakby się mogło wydawać. W razie wątpliwości zawsze można sięgać po komentarze.
ad 3) proste umowy jasne, wzór z internetu wystarczy, ale w skomplikowanej materii raczej nie ma co się łudzić, że to wystarczy. Zobacz sobie jakie umowy pisze się przy większych dealach – tutaj warto uczyć się od mądrzejszych i czerpać z ich wzorów (a większe kancelarie mają świetne :) ). Ja pracując w kancelarii czasami podczas negocjacji mam do czynienia z mniej lub bardziej rozgarniętymi tylko absolwentami prawa zabierającymi się za takie rzeczy (tj. doradztwo prawne) i efekt jest taki, że przepychamy w tych umowach to co chcemy, oczywiście z korzyścią dla naszego klienta. A absolwent nawet nie zauważy….ale to się tyczy również pełnomocników profesjonalnych, którzy zapomnieli co to jest kodeks…
co do pism procesowych – nauczyć się można oczywiście. Forma pisma – tutaj KPC wyraźnie wskazuje co powinno być, reszta to podbudowa z prawa materialnego, na którym się opieramy. Czasami wiedza procesowa przydaje się do „formalnego” zwalczania przeciwnika – co się czasami bardzo ładnie udaje, w szczególności gdy przeciwnik niezbyt jest biegły…
Ad. 4. A kto mówi o wzorze z internetu? Praktyka jest oczywiście na wagę złota, ale jeśli ktoś nie do końca miał możliwość, ma przynajmniej w części sposobność nadrobienia wiedzą. Jak to było w „Buntowniku z wyboru” – „Płacimy mnóstwo kasy za wiedzę dostępną w bibliotekach publicznych”
Żeby była jasność – jestem za praktyką – nic tego nie zastąpi, jednak jeżeli ktoś potrafi bez bodźca zew. sam usiąść wyszukać ciekawe sprawy i ma szczęście ciekawe przypadki do analizy znaleźć to czemu nie:)
P.S. Macie już uchwały? Pytam o Warszawską OIRP – bo mi po prostu od nich rzeczy nie dochodzą. Nie doszło np zawiadomienie o terminie egzaminu.
doradztwo podatkowe to straszne nudy, ale też… niezła kasa.
pod warunkiem, że łączy się to z obsługą księgowości.
a to wcale nie takie proste, zwłaszcza dla kogoś kto sam nie umie swojego PIT-u wypełnić :-P
egzamin na doradcę też do najprostrzych nie należy.
na stronie korporacji są co prawda pytania na egzamin, ale jest ich cała masa. samo ich przerobienie zajmuje rok.
żeby przystąpić do egzaminu, trzeba mieć 2-letnie doświadczenie w biurze doradcy, albo w organach skarbowych.
adwokat, może przystąpić do egzaminu bez obowiązkowej praktyki i to z wyłączeniem części teoretycznej.
ale część praktyczna jest tak masakrującą, że nawet skończenie rachunkowości wiele nie pomoże (sama, w ramach przerwy między zeszłorocznym oblanym egzaminem skończyłam rachunkowość podyplomową, ale czy wiele mi to pomogło??)
mimo to, uważam, że warto się koncentrwać na takiej formie wykonywania zawodu prawniczego.
mało jest doradców podatkowych z wykształceniem prawniczym bo w wiekszości są to ekonomiści, i z tego co się orientuję, większe sprawy, w tym wystepowanie przed organami i sądami troche ich przeraża, bo zupełnie nie są z tym otrzaskani. zazwyczaj koncentrują się na doradzaniu w jakiej formie prowadzić działalność i jak zaksięgować bilety komunikacji miejskiej :-P
myślę, że przy co raz większej ilości aplikantów i przyszłych adwokatów, którzy, póki społeczeństwo nie zacznie załatwiać wszystkiego przez „swojego prawnika”, będą się troche nudzić warto się w tym wyspecjalizować.
O zawodzie doradcy prawnego napiszemy więcej w tym tygodniu.