Kreatywne prawotwórstwo

10 lut 2010 autor: Piotr Konieckiewicz

Skoro skupiłem się już w tym tygodniu na absurdach w życiu codziennym to postanowiłem kontynuować ten temat. Termin kreatywna księgowość nie jest nam obcy. W mediach słyszymy o tym bardzo często. W obliczu pewnych ciekawych faktów dotyczących Unii Europejskiej pozwoliłem sobie użyć podobnego sformułowania, a mianowicie – kreatywne prawotwórstwo. W odróżnieniu jednak od pierwszego z cytowanych terminów, ten drugi ma zdecydowanie pozytywne znaczenie. Z racji, że do Unii Europejskiej należy obecnie 27 państw, zaś pomiędzy niektórymi państwami członkowskimi istnieją znaczne różnice dotyczące tradycji i kultury, pogodzenie tych wszystkich odmienności i umieszczenie ich pod wspólnym szyldem zdaje się być nie lada wyzwaniem.

Dla przeciętnego Kowalskiego niektóre takie sprawy mogą wydawać się śmieszne i niedorzeczne, ale  dla prawników przygotowujących projekty aktów prawnych UE nie jest to wcale takie fajne. Zostają zmuszeni do wytężonej pracy umysłowej i posunięć, które bez wahania możemy nazwać prawniczą ekwilibrystyką. Najlepszymi tego przykładami jest uznanie marchewki w porządku prawnym krajów UE za owoc, a ślimaka za rybę lądową. To pierwsze rozwiązanie zostało wprowadzone na prośbę Portugalii, w której z marchewki robi się dżemy, zaś to drugie na prośbę Francji, gdyż w przeciwnym przypadku tamtejsi hodowcy ślimaków straciliby pieniądze z dotacji dla rybołówstwa. Z ciekawości postanowiłem poszukać aktów prawnych, którymi wprowadzono te rozwiązania. Z marchewką poszło dość łatwo, została opisana w Dyrektywie Rady 2001/113/WE z dnia 20 grudnia 2001 r. odnoszącej się do dżemów owocowych, galaretek i marmolady oraz słodzonego purée z kasztanów przeznaczonych do spożycia przez ludzi ale regulacji dotyczącej ślimaka jak na razie niestety nie znalazłem.

Komentarze: 2 “Kreatywne prawotwórstwo”

  1. karola @ Luty 15th, 2010 3:59 pm

    Tego typu aktywność przejawia też często krajowy ustawodawca. Np. wg jednej z niegdyś obowiązujących ustaw o rybołówstwie, rak był rybą. W Unii często jest to nie tyle odbicie troski o wielokulturowy i niejednorodny gospodarczo charakter wspólnoty, ale odbicie siły rządu przebicia poszczególnych grup interesu – w tym wypadku producentów spożywczych z rożnych krajów. Niestety zręczność urzędników nie jest już tak wielka jak polscy producenci trunków walczą o stwierdzenie, że wino można robić z jabłek. Za to wykazują się zdolnościami gdy francuscy rolnicy wódkę chcą robić z winogron…

  2. powpowpow @ Luty 16th, 2010 11:42 am

    to jest smieszne kiedy rak jest ryba i slimak jest ryba i ci urzednicy sa do d**y i najgorsi, ale jak potem ktos stara sie o dofinansowanie, to pieniadze jako juz tak nie smiesza. prawo to w koncu twor sztuczny. nalezaloby zapytac neandertalczyka co sadzi o malzenstwie. pewnie tez mialby ubaw.

Skomentuj: