Dzisiaj trochę mniej o prawie, choć temat jak najbardziej istotny w pracy prawnika. Nie od dziś bowiem wiadomo, że prawnicy należą do ludzi nie cierpiących na zbyt duży nadmiar wolnego czasu, zwłaszcza na etapie aplikacji – aplikanci bowiem przeważnie nie posiadają go wcale. W takim stanie rzeczy coraz istotniejszego znaczenia nabiera kwestia odpowiedniej produktywności i organizacji swojego cennego czasu. Czyli coś czego nie uczą w szkołach, a z czym problem ma większość z nas.
Jakiś czas temu wpadła mi ręce książka Davida Allena pt. „Getting things done. The Art of Stress-Free Productivity”. Równie szybko jednak odłożyłem ją jednak na półkę. Skojarzyła mi się ona z książkami amerykańskich autorów, którzy przekrzykując się nawzajem głoszą: „YES, YOU CAN!” i radzą innym jak spełnić swój „american dream” zbijając na tym przy okazji niemałe fortuny. Okazało się jednak, że nie było to zbyt trafne posunięcie. Do książki sięgnąłem jakiś czas później zachęcony pozytywnymi recenzjami w Internecie i okazało się, że poświęcona jest interesującej metodzie organizowania zadań jakie ma się do wykonania. Metoda polega na zarządzaniu listami zadań i projektami do wykonania pozwalającymi w sposób optymalny doprowadzać je do szczęśliwego końca, zgodnie z nazwa „Getting things done” (GTD).
Zanim jednak przybliżę nieco to na czym ona polega kilka słów na temat autora metody, które zrobiła furorę nie tylko w USA, ale także na całym świecie. David Allen jest specjalistą do spraw produktywności. Prowadzi w Stanach Zjednoczonych firmę, która zajmuje się szkoleniami z zakresu zarządzania czasem. Opisywana metoda jest wypadkową programów szkoleniowych prowadzonych przez autora.
W skrócie można powiedzieć, że GTD to zestaw nawyków, których przyswojenie i konsekwentne stosowanie pozwala zaoszczędzić czas i wykonywać swoje zadania dokładniej i szybciej. Głównym założeniem metody jest skupienie się na wykonywaniu konkretnych zdań po kolei przy jednoczesnym zwolnieniu się z obowiązku pamiętania o wszystkim co mamy do zrobienia. Zdaniem autora, każde zadanie które otrzymujemy, a którego nie wykonujemy od razu tylko odkładamy na później bez konkretnego planu jego wykonania obciąża nas umysł, powoduje stres i w konsekwencji znacznie wydłuża czas jego wykonywania. Błędem jest nadawanie określonym zadaniom priorytetów, zdaniem Davida Allena istnieją bowiem tylko trzy kategorie: zadania, które bezwzględnie musimy wykonać, te które możemy wykonać i śmieci.
Kluczem w GTD jest odpowiednie grupowanie zadań np. poprzez tworzenie list lub teczek, które jednak powinno następować natychmiast po otrzymaniu zadania np. wg proponowanego schematu:
1. Sprawy do załatwienia dziś – konieczne,
2. Sprawy do załatwienia jutro – konieczne,
3. Sprawy do załatwienia kiedyś – te które możemy, ale nie musimy załatwić.
Metoda polega na podejmowaniu się kolejnych spraw z list i wykonywaniu ich pojedynczo, a po zrealizowaniu przystępowaniu do kolejnych. Duże znaczenie ma właśnie przy szeregowanie zdania do określonej kategorii po przez jego zapisanie, w ten sposób bowiem nasz umysł uwalnia się od obowiązku pamiętania o danej sprawie. W związku z tym myśli w naszej głowie nie muszą krążyć wokół wszystkiego co mamy do zrobienia, co pozwala skupić się na tym co właśnie robimy w danej chwili.
Bardzo ważne jest także, aby czynności które mamy do zrobienia, a które zajmą mniej niż dwie minuty wykonywać od razu. Każde odkładanie zadania w rezultacie wydłuża bowiem czas, potrzebny na jego zakończenie wprost proporcjonalnie do czasu na który je odłożyliśmy, a w zasadzie nawet nie wprost proporcjonalnie – często stosunek ten rośnie w postępie geometrycznym ;)
Oczywiście całość jest dużo bardziej skomplikowana niż to co napisałem powyżej. Wpis ten nie wyczerpuje nawet 1% problematyki GTD. Nie chcę tutaj robić wielkiego kompendium poświęconego tej metodzie, bo wiele artykułów na ten temat można znaleźć w Internecie – nie ma sensu ich tutaj przepisywać. Osoby szczególnie zainteresowane odsyłam do książki. W Polsce nosi ona tytuł „Sztuka efektywności. Skuteczna realizacja zadań”, wyd. onePress. Uważam, że książka jest warta poświęcenia jej kilku wieczorów. Oczywiście samo jej przeczytanie tak naprawdę nic nie zmienia, jest tylko wstępem do ciężkiej pracy nad sobą, która za jakiś czas być może zaowocuje. Pamiętać też należy, że każdy z nas jest inny, a GTD nie jest metodą uniwersalną. Choć ma całą rzeszę zwolenników, istnieje również duża grupa osób na których po prostu to nie działa.
Chciałem tym wpisem zwrócić Wam uwagę na to jak ważne może być właściwe zarządzanie swoim czasem i zadaniami, a jednocześnie zapoczątkować dyskusję na temat tego jakie macie problemy z „samoorganizacją” i jakie sposoby wykorzystujecie by poprawić efektywność swojej pracy. Tematyka jest bowiem bardzo interesująca i ważna, wielu jednak wydaje się nie dostrzegać potrzeby odpowiedniego zarządzania czasem. Jeżeli temat spotka się z Waszym zainteresowaniem to myślę, że może to być początek małej serii wpisów.










wg mnie to bardzo dobra metoda, gdyż bardzo często zbyt dużo czasu poświęcamy na obciążanie sobie głowy sprawami, które są do zrobienia co w efekcie oznacza oderwanie nas samych od istoty zadania:) Zarządzanie sobą w czasie dla prawnika to być albo nie być:), a szczególnie prawnika iuristy, który dopiero wkracza w meandry prawa:)
Przeczytałem artykuł z zaciekawieniem! Gratulacje!
Cztery błędy ortograficzne i masa interpunkcyjnych w tak krótkim tekście? Prawnik powinien przywiązywać większą wagę do jakości słowa, skoro słowo jest narzędziem jego pracy.
tak w pismach procesowych zdecydawanie:), ale bez przesady w publicystyce:) chyba, że szukamy dziury w całym i ,,po polskiemu” wytykamy błędy:) pozdrawiam wierny czytelnik :)
ok, Piotr, masz rację, że w ‘publicystyce’ piszemy ‘mniej formalnie’, ale nadal poprawnie ortograficznie i ‘przecinkowo’, przynajmniej w tych najbardziej oczywistych przypadkach. Zaręczam, że lepiej się czyta tekst, który jest poprawny ortograficznie.
tak hetera też się z Tobą zgadzam, ale wydźwięk jednego komentarza zmierzał do osiągnięcia zgoła innego celu niż podkreślenie błędów w tekście:) moim skromnym zdaniem na dezaprobatę zasługują teksty, które wprowadzają odbiorców w błąd taka z mojej strony ultrarozszerzająca interpretacja:)) co do poprawności językowej to nawet ustawodawcy haha ,,nawet” zdarzają się wpadki językowe odsyłam do skrótu Spółki Akcyjnej, który w rzeczywistości jest skrótowcem.:)
Ustawodawca ma nad nami tę przewagę, że jest nieomylny, więc nawet jak uczyni w kolejnej nowelizacji „spółkę” „spułką”, to w tekstach, w których będziemy przytaczać kodeks, będziemy stosować jego wersję i tyle. A uwaga Lu jest słuszna w kontekście wydźwięku artykułu – i w organizacji czasu i w poprawności językowej potrzebna jest duża praca nad sobą i wpojenie prawidłowych nawyków – dlatego poprawną polszczyznę należy stosować zawsze – wtedy wiadomo, że się człowiek w pracy nie pomyli.
A co do metody – w sumie nieświadoma jej rewolucyjności stosuję ją od dłuższego czasu i zwykle pomaga. Nagle odkryłam przydatność kalendarza książkowego do spisywania takich list czynności czy choćby odnotowywania co trzeba zrobić – na studiach zupełnie wystarczał mi ten w komórce, bo zintegrowany z budzikiem sam o sobie przypominał:) Ale tam się wszystkiego zmieścić nie da. Zaś moja pamięć jest na tyle doskonała, że nie zamęczała mnie w ogóle wyrzutami sumienia, że coś miałam zrobić – po prostu bez kalendarza w ogóle zapominałam o tym i tyle:) Tylko jakoś otoczenie nie doceniało tego usprawnienia mego funkcjonowania…
Dobrze by było, gdyby pojawiały się wpisy na ten temat, bo naprawdę organizacja czasu w kancelariach, sądach, prokuraturach leży i kwiczy – wzajemnie marnujemy swój czas po mistrzowsku.
ja stosunkowo się wyrabiam z zadaniami. Tzn. jest lista rzeczy, które planuję zrobić już od np. miesiąca (jak choćby pomalowanie paznokci:))), ale zarazem są to rzeczy, które mogę sobie odpuścić i wiem, że się nic nie stanie (tzw. śmieci?:).
Nawiązując jeszcze do wątku ortograficzno – interpunkcyjnego. Nic mnie tak nie irytuje, jak wypominanie takich błędów innym. Jakby na to nie patrzeć Kamil poświęcił swój wolny czas na przygotowanie tekstu, każdy może go przeczytać zupełnie za darmo, a na 6 powyższych komentarzy bodajże 4 dotyczą błędów…
Ludzie, litości!!! Każdemu, ale to każdemu (a jeśli ktoś twierdzi, ze jemu akurat nie tzn. że mija się z prawdą) zdarzają się błędy ortograficzne, stylistyczne czy interpunkcyjne. Ja osobiście czuję już sporą niechęć, jeśli chodzi o wypowiadanie się w Internecie, bo za każdym razem (i nie przesadzam teraz) zastanawiam się, kiedy mnie ktoś na czymś przyłapie i jak się będzie nade mną pastwił.
Jasne, że należy dążyć do ideału, ale takie komentarze, jak powyżej uważam za zbędne.
To jednak chyba polska mentalność – zamiast docenić pracę innych i podziękować za nią, to spora część z nas potrafi jedynie ją skrytykować i doszukiwać się błędów…
porzeczka – zgoda, należy się Kamilowi podziękowanie za wkład pracy w rozwój i funkcjonowanie serwisu – bez dwóch zdań. I nikt z nas tego nie neguje – gdybyśmy nie doceniali jego pracy, nie czytalibyśmy w ogóle jego artykułów i nie byłoby pod nimi żadnych komentarzy.
Ale niestety wypowiedzi w sieci są wypowiedziami pisemnymi – tak jak w wypowiedzi ustnej staram się mówić elegancko i wyraźnie, tak i w piśmie muszę zachować zasady związane z tą formą przekazu. I tyle. Kamil jak widać nie ma problemów z ortografią czy interpunkcją, a to że ktoś zwróci uwagę na takim forum nie powinno być traktowane jako przytyk, a jako troska o jakość serwisu. Przecież wszyscy chcemy by był na najwyższym poziomie – także edytorskim.
Ale podkreślam jeszcze raz – bardzo mi się podoba, że na iuriście można znaleźć tak różnorodne teksty i za to należą się podziękowania Kamilowi i wszystkim członkom zespołu.
Ok to skoro już tak w sprawie błędów to przede wszystkim dziękuję moim obrońcą :) ja już nie zwracam, żadnej uwagii na tego typu głosy krytyki, chociaż prawda jest taka, że robię błędy i w sumie źle mi z tym, bo nie raz musze za to później świecić oczami – zwłaszcza w kancelarii. Staram się jak moge ich unikać, ale niestety nie zawsze to wychodzi bo mój problem polega na tym, że ja ich nie widze, nawet choćbym przeczytał tekst 50 razy. W każdym razie pracuje nad sobą i myślę, że pod tym względem będzie w serwisie coraz lepiej :)
Pozdrawiam i dziękuję, że czytacie to co tam sobie radośnie tworze – to bardzo mobilizuje :)
A ja mam masę wolnego czasu nawet bez stosowania żadnego sposobu:)
Marta: no to pozazdrościć…
Kamil to może warto zawsze tekst przed publikacją przepuścić przez worda?
A cd ortografii – to tak jakbyś chodził z poplamioną koszulą, niby nic, a jednak:) Ale tekst fajny, choć nic w nim odkrywczego:)
[...] dnia w pracy na poszukiwanie rzeczy, które teoretycznie powinny być pod ręką? Niedawno pisałem o odpowiednim zarządzaniu czasem, dzisiaj kolejny odcinek na temat optymalizacji pracy, która choć niedoceniana, jest nie mniej [...]