Pojęcie tolerancja wywodzi się ze starożytności od słowa tolerantia czyli cierpliwa wytrwałość i jest rozumiane jako znoszenie pewnych niedogodności lub akceptowanie istnienia odmiennych poglądów, racji i stanowisk. Sama tolerancja jest jak najbardziej pożądana. Gdyby jej nie było, to prawdopodobnie nasza cywilizacja cofnęłaby się w rozwoju do okresu wojen religijnych i różnorakich prześladowań. Obecnie jednak obserwujemy dość instrumentalne wykorzystywanie tego słowa. W imię tolerancji powstaje coraz więcej inicjatyw, które angażują autorytet władzy ustawodawczej i sądowniczej w spory o naturze światopoglądowej.
Kilka miesięcy temu bardzo głośno było o sprawie Soile Lautsi przeciwko Republice Włoskiej toczącej się przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, w której judykatura stanęła na stanowisku, że krzyże wiszące w salach lekcyjnych naruszają prawo rodziców do wychowywania dzieci wedle własnego światopoglądu, następnie nakazała wspomniane krzyże zdjąć, a na koniec przyznała skarżącej zadośćuczynienie za straty moralne, ponieważ oglądanie krzyży podczas lekcji było dla jej dzieci wielce traumatycznym przeżyciem.
Nad podobnym problemem musiał pochylić się Sąd Najwyższy USA. Kilka tygodni temu, w sprawie dotyczącej krzyża stojącego w rezerwacie na pustyni Mojave, uznał, że obecność krzyża w takim miejscu nie narusza Konstytucji Stanów Zjednoczonych.
Zastanawiające jest, czy z jednej strony symbole religijne, aż tak przeszkadzają osobom niewierzącym, albo wyznawcom innych religii, a z drugiej czy ich ewentualny brak byłby tak mocno odczuwalny przez osoby wierzące. W tej kwestii prawdopodobnie nigdy nie uda się znaleźć sensownego kompromisu i dlatego lepiej jest ten temat porzucić.
Rozważania nad wolnością religijną i tolerancją nie są jednak istotą tego artykułu. Posłużyły mi za punkt wyjścia dla rozważań o granicach absurdu. Na łamach iurista.net chciałbym zająć się zupełnie innym problemem. We wczorajszej Rzeczpospolitej znajdziemy artykuł Małgorzaty Tryc-Ostrowskiej pod tytułem Nie przepuszczą żadnej fobii, z którego możemy się dowiedzieć o planach legislacyjnych hiszpańskiego rządu dotyczących ustawy o równym traktowaniu. Nasi przyjaciele z Unii Europejskiej są już o krok od granicy absurdu. Chcą wprowadzić ustawowy zakaz niechęci do osób biednych i transseksualistów. Następnym krokiem może być wprowadzenie definicji orwellowskiej myślozbrodni oraz stosownych sankcji za te straszne przestępstwo. Opisana inicjatywa jest po prostu idiotyczna. Wprowadzenie zapisów tej ustawy w życie oraz czuwanie nad tym, aby ludzie nie grzeszyli niechęcią wobec innych, którzy budzą w nich wstręt lub inne negatywne uczucia jest zupełnie niemożliwe. Zastanawiające jest również w jaki sposób prawnicy poradzą sobie ze skonstruowaniem stosownych zapisów w ustawie oraz czy będą to normy bardzo ogólne i abstrakcyjne, które zezwalają na mnogość interpretacji czy też niesamowicie szczegółowe nie pozostawiające interpretatorom żadnego pola manewru. Gdyby nie to, że mamy już maj, można by pomyśleć, że to prima aprilisowy psikus.










Zatem uważasz, że świecki charakter szkoły publicznej, która z natury winna być neutralna światopoglądowo nie kłóci się z obecnością symbolu jednej z religii w salach dydaktycznych. To chyba nie jest miejsce na tego typu symbole. To samo tyczy się wszelkich urzędów. Jak rozumieć sytuację w której na sali sądowej gdzie w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej ogłaszane jest orzeczenie w sprawi, której stroną jest dajmy na to ateista, a tuż nad sędzią obok godła Polski wisi ukrzyżowany Jezus Chrystus? Czy wówczas wyrok ogłaszany jest również w imię ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa?