Jedną z głównych zasad jakie obraliśmy tworząc ten serwis jest całkowita apolityczność. Postanowiliśmy omijać tę tematykę szerokim łukiem. Z jednej strony dlatego, że często w polskim wydaniu (w moim odczuciu) nie jest warta szczególnej uwagi, z drugiej chcieliśmy uniknąć sprzeczek i pyskówek podczas dyskusji na łamach serwisu. Niestety, Internet ma to do siebie, że tam gdzie pojawiają się tematy polityczne, poziom dyskusji ulega znacznemu obniżeniu. Prawo jednak pod wieloma względami jest nierozerwalnie związane z polityką, dlatego nie sposób o nim mówić, jednocześnie zupełnie ją ignorując, w wielu sytuacjach przecież determinuje ona kształt regulacji prawnych. W związku z powyższym czasem robimy wyjątki – ostatnio przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego. Także i dzisiaj kilka słów związanych z nadchodzącym „czasem wyborów”, tym razem chciałbym poznać Wasze zdanie w sprawie pewnej mini kampanii społecznej (choć to chyba przesadne określenie), która mnie zaintrygowała i prawdę mówiąc nie mam pojęcia co o niej myśleć…
Jak powszechnie wiadomo w przyszłą niedziele odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich. Z tej okazji oprócz reklamówek i spotów kandydatów wyborczych (na marginesie: niezwykle merytorycznych…), z każdej strony atakują nas kampanie społeczne zachęcające do głosowania. Mam wrażenie, że ich ilość wzrasta wraz z każdymi kolejnymi wyborami i to niezależnie od ich szczebla. Do głosowania zachęca pośrednio nawet Facebook, który w dniu pierwszej tury „sam” badał frekwencje wyborczą, pytając każdego pełnoletniego użytkownika z Polski o to czy już oddał swój głos.
Trudno odmówić słuszności tego rodzaju ruchom społecznym. Udział w wyborach jest tak naprawdę istotą demokracji, jedną z nielicznych pozostałości po klasycznej odmianie tego ustroju, jaka istniała np. w starożytnej Grecji. Chociażby z tego powodu warto pielęgnować instytucje wyborów i wywiązywać się z obywatelskiego obowiązku głosowania.
Ostatnio jednak trafiłem na pewnego rodzaju internetową akcję społeczną „Zostań w domu”. Sama inicjatywa nie jest Polskim pomysłem – przywędrowała do nas (podobnie zresztą jak wszystkie „nowinki” polityczne) zza wielkiej wody. Organizator w taki sposób opisują całą akcję:
„Ze wszystkich stron słyszymy zachęty do głosowania. Mówi się, że im wyższa frekwencja tym lepiej. Ale czy na pewno? A jeśli ktoś nie ma pojęcia o polityce, nie wie kogo poprzeć, to też powinien głosować? Czy dokona odpowiedniego dla kraju wyboru? Może wtedy lepiej zostać w domu?”
Właśnie…
Akcja promowana jest amerykańskim reportażem na ten temat:
Po jego obejrzeniu zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie nie są to słuszne spostrzeżenia. Trzeba pamiętać, że Polacy, raczej stronią od wiadomości politycznych, a wyborów w dużej mierze dokonują kierując się owczym pędem i emocjami, które łatwo mogą być kreowane odpowiednio do potrzeb przez specjalistów od marketingu politycznego. Problem w dużej mierze polega na braku elementarnej wiedzy na temat funkcjonowania państwa, możliwych ustrojów, ekonomii itp., co powoduje, że w czasach w których manipulacja informacją w mediach jest faktem, właściwa ocena aktualnej sytuacji politycznej i możliwych konsekwencji dokonywanego wyboru, a więc podejmowanie świadomych i racjonalnych decyzji, jest wręcz niemożliwa.
Opublikowany przez mnie film przedstawia wywiady z amerykanami, którzy jak to się już przyjęło uchodzą za synonim chodzącej głupoty, zastanawiam się jednak jak dalece na naszą korzyść były by wyniki podobnej ankiety przeprowadzonej w naszym kraju. Wiem, że w tym miejscu wiele osób, może się ze mną nie zgodzić, jednak proszę, aby brać pod uwagę, że przeciętny czytelnik tego serwisu, charakteryzuje się jednak ponadprzeciętną wiedzą na temat polityki, chociażby z uwagi, że w pewnym stopniu obliguje do tego charakter studiów, które ukończył lub w najbliższym czasie ukończy. W moim odczuciu rozumienie np. istotny trójpodziału władzy, czy idąc dalej rzeczywistej pozycji prezydenta w naszym kraju, wcale nie jest dla większości społeczeństwa oczywiste.
Nie chciałbym być też opatrznie zrozumiany, nie neguje tutaj zagwarantowanych konstytucją praw wyborczych, nie jestem zwolennikiem wprowadzenia żadnych cenzusów czy to ze względu na wykształcenie, czy wiedzę, chciałbym jedynie wywołać pewną dyskusje na ten temat. Zastanawiam się, czy autorzy filmu nie mają przypadkiem wiele racji? Czy nie jest może tak, że oprócz uprawnienia do udziału w wyborach, na obywatelu ciąży jednocześnie obowiązek przynajmniej minimalnego zainteresowania sprawami kraju, skoro już o sprawach tych ma decydować? Skoro już podejmuje decyzje to czy nie powinna być ona świadoma i przemyślana, a nie podejmowana pod wpływem gier marketingowych? Może faktycznie ktoś kto nie do końca świadomy jest znaczenia swojego głosu powinien zostać w domu?










Im większe jest zróżnicowanie głosów tym lepiej głosowanie oddaje opinię społeczeństwa. A ona zawsze jakaś jest, bez względu na to ile wie dany wyborca o polityce i regulacjach konstytucyjnych. Jak ktoś się nie zgadza ze sposobem sprawowania władzy to weźmie udział w zamachu stanu bez względu na to czy wie o co w rządzeniu państwem chodzi.
4 mln członków „Solidarności” nie obaliło komunizmu dlatego, że mieli świadomość, że jest to system niewydolny ekonomicznie, że władze łamały ich podstawowe prawa obywatelskie i że opiera się na przekrzywionym obrazie filozofii Marksa. Zrobili to, bo widzieli, że ludziom na Zachodzie żyje się lepiej, a resztę mądrych rzeczy podali im intelektualiści, którzy włączyli się do tego ruchu.
Sądzę, że rozwiązaniem nie jest namawianie do niegłosowania. Jeśli ludzie z założenia nie głosują, tak jak b. długo robili np. pozostający na marginesie byli pracownicy PGR-ów to w końcu znajdzie się ktoś, kto będzie chciał wykorzystać ich niewiedzę do zdobycia władzy, tak jak zrobił to Andrzej Lepper. Powinno się raczej zadbać o rzetelne nauczanie dzieciaków w szkołach tego jak funkcjonuje państwo, społeczeństwo oraz demokracja i wolny rynek (oraz ich przeciwieństwa). Lekcje WOS-u wyglądają różnie, bo nie uznaje się go za szczególnie ważny przedmiot i to odbija się na wiedzy absolwentów szkół.
O przeszkolenie dorosłych powinny dbać kampanie społeczne, tyle, że one (tak jak widać to na filmie) ograniczają się do hasłowego uderzenia w świadomość potencjalnego wyborcy, a nie przekazują szerszej wiedzy. Oczywiście media też mają tu swoją działkę nie wypełniając swych obowiązków należycie.
10 mln członków „Solidarności” – literówka:)
Karola ty strasznie naiwne cielątko jesteś…
dumnyPolak – powiedział co wiedział. Popieram karolę, trzeba rodzić świadomość społeczną, edukacja, edukacja, edukacja od małego. Nie tylko Kościół ale także i Państwo. U mnie w szkole Wos to był czas na odpisanie zadań, bo lekcja to było czytanie referatów przygotowanych przez uczniów. Słabością demokracji polskiej jest to, że nie dba o swoje umocnienie. Każdy reżim trzyma się mocno – przez to, że jest wpajany od dziecka i dlatego tak ciężko przełamać zniekształcone przez lata świadomości ludzkie. Może ustrój demokratyczny powinien uciec się do metod bardziej zdecydowanych – aby wpoić chociaż minimalny poziom wiedzy i zaangażowania. Wszyscy przecież wiem że demokracja jest niedoskonała ale nikt nie wymyślił nic lepszego.
W 100% popieram akcję „Zostań w domu”. NIe chodzi tu o namawianie do niegłosowania tylko o dokonywanie świadomych wyborów i o zanegowanie „kultu wysokiej frekwencji”.
Uważam że nie powinny w wyborach brać udziału osoby niemające podstawowej wiedzy o ekonomii, państwie, prawie, polityce, ideologiach politycznych. Nie chodzi mi o żaden prawny nakaz tylko o to, by za publiczne pieniądze nie organizować bzdurnych kampanii społecznych, których jedynymi beneficjentami są firmy PR-owskie je opracowujące.
Pytam się: na podstawie jakich przesłanek w/w osoby dokonują wyboru na kartce wyborczej? Bo ktoś jest ładny, bo koledzy tak głosują ? Demokracji nie można mylić z rządami motłochu.
Głosować powinni świadomi obywatele o pewnym minimalnym poziomie wiedzy. Drogą do tego jest większy nacisk na WOS i świadomość prawną w szkołach, czyli edukację- rzetelną, apartyjną pokazującą wpływ różnych koncepcji politycznych, ideologicznych, ekonomicznych na codzienne życie obywatela. Co z tego, że wskutek propagandowych akcji za pieniądze podatników, będzie wyższa frekwencja skoro głosujący nie będą nawet wiedzieli za czym głosują.
P.S. Czy sądzicie, że w wyborach 2011 reaktywowana zostanie akcja „Zmień kraj. Idź na wybory” ????
10 milionów łosiów, które łudziło się, że to coś da. Nieprawda – gówno to dało i jest jeszcze gorzej. A i sami w większości potracili pracę w tej niby kranie mlekiem i miodem płynącej. A lepiej wcale nie żyje się – tak jak ludzie spierdzielali za granice, tak spierdzielać muszą nadal. Z tą różnicą, że legalnie.