Na wstępie zaznaczam, że bazuje na danych z artykułu z rzepy, głównie z racji tego, że mają one dla tego wpisu znaczenie drugorzędne – to o czym poniżej jest bowiem faktem, bez względu na dokładność informacji przytaczanych przez „Rz”. Przezornie o tym piszę, bo z „Rzeczpospolitą” bywa różnie, a już kilka razy oberwało mi się za bezrefleksyjną wiarę słowu tam pisanemu. Do rzeczy jednak: Uniwersytet Wrocławski przewidział w tym roku 350 miejsca na I roku dziennego Prawa. Z uwagi jednak na ogromne zainteresowanie oraz na fakt, że wielu maturzystów miało identyczne wyniki przyjęto na studia 500 osób (informowałem o tym na facebooku – btw. kliknałeś już „lubie to” na stronie iuristy? ;). Według danych opublikowanych w „Rz” regułą na pozostałych uczelniach jest 250 – 500 miejsc na Stacjonarnych Studiach Prawniczych. Myślę, że wiele osób się ze mną zgodzi, że na przestrzeni ostatnich kilku lat zaobserwować można stopniowe zwiększanie miejsc na Prawie na poszczególnych uczelniach. Przyczyny takie stanu rzeczy są oczywiste, dlatego pozostawię je bez komentarza, skutki jednak w moim odczuciu już teraz są opłakane.
Jak widać masowa produkcja prawników trwa w najlepsze i to co najmniej trójtorowo: obok studiów dziennych, na studiach zaocznych oraz na powstających jak grzyby po deszczu uczelniach niepublicznych. Przeraża optymizm przyszłych studentów na temat wybranego kierunku. Prawo w powszechnym odczuciu uchodzi za kierunek elitarny, panuje więc przekonanie, że kończąc je nawet bez aplikacji bardzo łatwo będzie można odnaleźć się na rynku pracy. Faktycznie coś w tym jest, problem polega jednak na tym, że owe etykietka elitarności przylgnęła do Prawa na przestrzeni wielu ubiegłych lat, natomiast na dzień dzisiejszy trzeba sobie jasno powiedzieć, że prawo jest modnym masowym kierunkiem, po którym owszem jest bardzo duże spektrum możliwości pokierowania swoją karierą – świat nie kończy się przecież na zawodach stricte prawniczych, ale nie jest to wcale łatwe i wymaga dużego nakładu pracy, gdyż konkurencja jest ogromna. Zauważyć trzeba, że wraz ze wzrostem ilości przyjętych na studia osób, poziom statystycznego studenta ulega obniżeniu, a jednocześnie silna konkurencja wśród absolwentów prawa wymaga coraz większych nakładów pracy, aby w ogóle zaistnieć na rynku. W związku z tym, wielu maturzystów, którzy dzisiaj cieszą się, że rozpoczną studia na „elitarnym” kierunku, może nie sprostać wymaganiom jakie będą przed nimi w przyszłości postawione. Zwłaszcza, że apetyty na dostatnie życie i prestiżową posadę są ogromne i wzajemnie podczas studiów podsycane. W moim odczuciu trzeba się oswoić się z myślą, że przy takiej ilości studentów tylko wybitni mają szanse na błyskotliwą karierę, a większość zasili szeregi pracowników administracji, co oczywiście w żadnym wypadku nie jest złe, bowiem jak pokazuje życie, tam szczególnie potrzebna jest wykwalifikowana kadra. Problem w tym, że oczekiwania, jak już wspominałem są zupełnie inne, a kariera w administracji spersonifikowana pod postacią „Pani Jadzi/Krysi z Urzędu” uchodzi wśród studentów za synonim życiowej porażki, choć to wraz ze wzrostem cyfry oznaczającej rok studiów jest mocno weryfikowane.
Nie chciałbym zostać źle zrozumiany – nie nawołuje do zamykania dostępu do studiów prawniczych, są one jakby nie patrzeć chyba i tak najbardziej sensowne ze wszystkich kierunków humanistycznych i oferują możliwość zdobycia interesującej i dobrze płatnej pracy, ale trzeba pamiętać, że na chwilę obecną szansa ta dotyczy tylko pewnej grupy ludzi – tych najlepszych (i oczywiście tych, którzy mają znajomości), natomiast nie wystarczy już samo skończenie studiów – mityczny „papier” nie daje w tej chwili praktycznie nic. Zastanawiam się nad sensem „produkcji” takiej ilości prawników, tylko po to, żeby za parę lat spotkało ich ogromne rozczarowanie w momencie kiedy ich oczekiwanie podkręcane przez 5 lat studiów zetrą się z brutalną rzeczywistością.
Dlatego, jeżeli czytasz ten tekst, a jakiś cudem trafiłeś na tą stronę nie będąc studentem / absolwentem prawa i zamierzasz podjąć studia na tym kierunku, jeszcze raz dobrze się zastanów – życie to nie Magda M., błyskotliwa kariera wcale niekoniecznie na Ciebie czeka, trzeba na nią bardzo solidnie pracować, a nakłady tej pracy z mogą okazać się zupełnie nieadekwatne do zamierzonych efektów i może się okazać, że gdzie indziej, trzeba by zrobić dużo mniej, żeby otrzymać to samo.
A jakie Wy macie odczucia w tym temacie? Uważacie, że studia prawnicze to był dobry wybór?










tak zgadzam się w całości z autorem tekstu, przede mną ostatni rok ,,elitarnych” studiów i mogę już stwierdzić, że nie będzie łatwo z chwilą ukończenia Uczelni. Początkowo był zachwyt/euforia oraz pewien rodzaju snobizm z faktu bycia studentem prawa. Następnie przyszło zetknięcie się z rzeczywistością, pierwszy staż w kancelarii i wymiana poglądów z aplikantami, którzy od razu zburzyli moją usłaną różami wizję rozwoju kariery. Jak powiedział mi pewien sędzia, na młodego adepta prawa, także w okresie studiów czeka wiele przeciwności losu. Osoba ta uświadomiła mi, że nie wolno zrażać się chwilowymi niepowodzeniami, ale dążyć wytrwale do celu, choć też trzeba pamiętać, że nawet przy największym zaangażowaniu można najzwyczajniej w świecie nie dać rady. Początkujący aplikant, zakładając że dostajemy się na ,,wymarzoną” aplikację nie zarabia zbyt wiele i można zacząć się zastanawiać czy było warto. Zarobki prawników też się różnią, zależy to od miejsce w którym wykonujemy praktykę oraz naszej zaradności.
Gdybym komuś miał polecić ten kierunek to raczej zamiast zachwalania zadałbym mu pytanie czy jest świadomy pracy jaka go czeka podczas samych studiów oraz po ich ukończeniu. Z drugiej strony, gdy zgłębianie prawa sprawia nam przyjemność a nie jest tylko studiowaniem dla studiowania to możemy być pewni, że jesteśmy na właściwej ścieżce kariery,ale do tego trzeba dojrzeć a proces ten myślę w moim wypadku jak i u wielu innych osób trwa nieustannie :)
Aplikant pozaetatowy nic nie zarabia, musi płacić. W przypadku aplikacji będącej fikcją, bo samorząd nie wyznaczył patrona, to jest grabież.
Sektor usług prawnych w naszym kraju jest zorganizowany w sposób bardzo anachroniczny. Stąd u młodych prawników może powstać wrażenie sztucznego tłoku. Młodzi ludzie dokonując wyboru kierunku studiów trafnie oceniają sytuację, że miejsca dla prawników jest wciąż bardzo dużo i pieniądze do podziału są ogromne. Wielokrotnie większa liczba osób niż obecnie może się z tego rynku utrzymać na dobrym poziomie.
To dobrze, że tak duża liczba osób wybiera studia prawnicze, ponieważ zamknięte korporacje pod ich naporem będą musiały ustąpić i dzięki temu sytuacja się znormalizuje.
Prawnik –> miejsce może i jest, ale trzeba przekonać społeczeństwo że bez prawnika w dzisiejszych czasach to ani rusz, co będzie ciężkim zadaniem bo ludzie wolą szukać darmowej porady (większość na mizernym poziomie) w necie niż zapłacić za ” 10 min gadania o niczym”.
Strach i frustracja absolwentów rośnie co jest zrozumiałe, nikt nie sądził ze po tak ciężkich studiach (z roku na rok jednak coraz łatwiejszych) przyjdzie jeszcze cięższy bój o utrzymanie na rynku pracy, gdzie w zasadzie coraz mniej liczy się wiedza, a bardziej obniżone od innych wymagania finansowe ( co często równa się z pracą za darmo nawet przez pół roku).
Szczerze mówiąc to jestem za jakimś wprowadzeniem limitów na studia prawnicze, które przez obecny nabór stają się fikcją kształcenia. Efekt taki że człowiek kończy te studia nieprzygotowany do pracy (przez całe studia nie pisze się żadnych pism, umów etc. tylko klepie testy), zatem nic dziwnego że konieczna jest aplikacja by tą praktyke jakoś zdobyć, niestety i aplikacja zaczyna przemieniać się w kolejną fikcje kształcenia.
To co obecnie trwa min. 8 lat (studia + aplikacja) z powodzeniem można by zrobić w trakcie 5 letnich studiów, ale takich gdzie student ma realny kontakt z wykładowcą ( a nie że jest 1 prof i 500 słuchaczy), gdzie na ćwiczeniach w niewielkich grupach uczy się umiejętności praktycznych a nie robi powtórkę wykładu. Niestety taki model studiów nie ma szans na realizację póki uczelnie zarabiają nie za wyniki ale za ilość przyjętych studentów.
Limity przyjęć absolutnie nie. Te limity już istnieją, przecież ilość przyjmowanych studentów jest ograniczona. Na Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego już przed drugą wojną światową przyjmowano na pierwszy rok ponad tysiąc studentów. To przedstawiciele korporacji bojący się o swój rynek próbują nam wmówić, że za dużo osób wybiera studia prawnicze.
Sztuczne limity ograniczałyby wolność wyboru kierunku kształcenia i zawodu. Zmniejszenie liczby studentów i absolwentów prawa osłabiłoby siłę przebicia tej grupy. Z młodymi prawnikami mniej by się wówczas liczono, a to by sprzyjało utrzymaniu status quo.
Ponieważ samorządy zawodowe przyjmowały dotychczas w swoje szeregi osoby z klucza rodzinnego, towarzyskiego, politycznego i biznesowego, osobom nie należącym do tej grupy nie pomogłyby nawet limity. Nie wierzmy zatem w dobre intencje takich propozycji.
Rozwiązanie obecnej patowej sytuacji jest tylko jedno. W sferę usług prawnych musi wkroczyć wolny rynek.
Fikcja kształcenia to jest dopiero na aplikacji pozaetatowej. Co do wzbogacenia programów nauczania o elementy praktyczne, należy się zgodzić. Ale takie rzeczy obecnie są wprowadzane, np. kliniki prawa. Studia nie są z roku na rok coraz łatwiejsze. Idzie to w odwrotnym kierunku. Wymagania coraz wyższe, materiał coraz obszerniejszy.
Całkowicie się zgadzam z aplikantem. Ale problem w tym, że powinny tak zacząć myśleć uczelnie a nie tylko ich absolwenci… A jak prawo, często gęsto, uczelnię utrzymuje, to ta nie zgodzi się na ograniczenie od niego dostępu, a niezależność uczelni niemal jak wolność mediów – spróbuj ją ruszyć…
Ale minister nauki powinien się za to zabrać zamiast tylko promować za ciężką kasę kierunki ścisłe – takie ograniczenia też wielu maturzystów przerzucą na kierunki zamawiane i to znacznie mniejszym kosztem.
Skoro uczelnie przyjmują tysiące przyszłych absolwentów, którzy poszerzają rynek bezrobotnych w zdecydowanej większości, to powinny ponieść srogie konsekwencje finansowe. skoro nie ma miejsca już dla prawników w Polsce, a nie ma , co widać gołym okiem, i żaden pseudo antykorporant nie wmówi mi tego, to należy opodatkować każde miejsce na kierunku prawo, bądz w inny iny sposób obciążyć uczelnie za ich nieroztropność i chęć zysków. Dodam że poziom tych uczelni z wielkiej półki jest zastraszająco niski, na których praktyczne zajęcia (ćwiczenia) prowadzą pseudo doktorki z protekcjami , bo o stacjonarnych można zapomnieć. To nie korporacje są winne, one was nie namnożyły. Uświadomcie sobie to do ch……………
Administracyjne sterowanie wyborem drogi życiowej – absolutnie nie. W żadnym wypadku nie może mieć miejsca ograniczanie wyboru kierunku studiów. Gdyby uczelnie zaczęły tak myśleć, jak tego sobie życzą niektórzy, to nastąpiłoby złamanie praw człowieka i podstawowych norm konstytucyjnych. Takiego właśnie myślenia powinniśmy się pozbyć. Potrzebna jest wolność. Potrzeba nam gospodarki otwartej.
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego oczywiście może pewne kierunki promować, ale z całą pewnością nie może nikomu ograniczyć swobody wyboru.
Poza tym, na powyższym przykładzie widać, że wciąż niektórzy wierzą w centralne planowanie i sterowanie, ignorując bodźce płynące z gospodarki rynkowej oraz rolę inicjatywy indywidualnych osób, jak też poszczególnych grup społecznych.
Zbytnio jesteśmy wszyscy przywiązani do odgórnego sterowania naszym umysłem. Wciąż niewielu zdobywa się na okrzyk „Król jest nagi!”.
Należy śmiało powiedzieć: czas na pełne otwarcie i uwolnienie usług prawnych. Należy znieść przymus adwokacko-radcowski i notarialny oraz wszystkie ograniczenia dotyczące pełnomocnictwa procesowego. Czas upomnieć się o swobody obywatelskie. Biegu historii nie da się zatrzymać. Historia jest przeciwko tym, którzy jej nie rozumieją.
myślę, że uczelnie po prostu idą za popytem – one też muszą się jakoś utrzymać (i utrzymać mniej dochodowe a ważne kierunki, skoro z państwowej kasy nie jest to realnie możliwe) a zainteresowanie prawem jest duże.. co się dziwić? mi tylko szkoda tych ludzi, którzy uwierzyli w mit wielkiego, bogatego i wszechmocnego prawnika i nie są przygotowani na zderzenie z brutalną rzeczywistością, bowiem nikt im zawczasu nie zadał pytania, o którym napisał Piotr w pierwszym komentarzu.. pozostali dadzą sobie radę:):)
Zgadzam się z moim przedmówcą, jednakże uważam, że pewnego rodzaju kontrola minimum podstawowej wiedzy chcących zostać prawnikami powinna być. Na moim roku było mnóstwo ludzi, których wiedza nawet po ukończeniu studiów pozostawiała lub pozostawia nadal wiele do życzenia.
Zainteresowanie prawem jest duże, bo wszyscy wiedzą, że miejsca jest dużo, a ograniczenia są sztuczne i w miarę powiększania się liczby absolwentów upominających się o swoje zostaną rozluźnione, a z czasem całkowicie zniesione.
Wszystko sprowadza się do tego, żeby rynku usług prawnych nie zajmowali jedynie ludzie z klucza i żeby nabór nie sprowadzał się jedynie do wymiany pokoleniowej.
W miarę zwiększania liczby prawników na rynku, będzie rósł popyt na ich usługi, z których osoby prywatne i firmy będą coraz częściej i chętniej korzystać.
Zainteresowanie studiami prawniczymi zmniejszy się dopiero wtedy, kiedy część kandydatów sama dojdzie do wniosku, że coś innego bardziej im się opłaca. Ze względu na ogromną ilość miejsca jaka jest na rynku dla wielokrotnie większej liczby prawników niż obecnie – to jeszcze bardzo długo nie nastąpi.
Skąd się wziął mit mit wielkiego, bogatego i wszechmocnego prawnika? Zamknięte samorządy prawnicze przyczyniły się do jego powstania.
„Przeraża optymizm przyszłych studentów na temat wybranego kierunku”. Ten optymizm ruszy z posad bryłę świata.
Prędzej ustawodawca rozwiąże prawnicze korporacje niż ograniczone zostaną przyjęcia na studia prawnicze.
Oto ogłoszenie, które ukazało się na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości:
2010-07-20
Powołanie na asesora notarialnego
Osoba ubiegająca się o powołanie na asesora notarialnego powinna złożyć następujące dokumenty:
- wniosek o powołanie skierowany do Ministra Sprawiedliwości,
- życiorys,
- kwestionariusz osobowy (według wzoru zawartego w rozporządzeniu Ministra Pracy
i Polityki Socjalnej, Dz. U. z 1996 r. Nr 62, poz. 286 z późn. zm.),
- odpis dyplomu ukończenia wyższych studiów prawniczych,
- zaświadczenie o odbyciu aplikacji notarialnej lub (w przypadku osób, które nie
ukończyły aplikacji notarialnej) dokument zaświadczający posiadanie jednego
z uprawnień, o których mowa w art. 12 § 2 ustawy Prawo o notariacie,
- uchwałę Komisji Egzaminacyjnej do spraw aplikacji notarialnej
o uzyskaniu pozytywnego wyniku z egzaminu notarialnego,
- oświadczenie notariusza o gotowości zawarcia umowy o pracę,
- informację o niekaralności z Krajowego Rejestru Karnego,
- opinię patrona, przełożonego (z ostatniego miejsca pracy),
- dwa zdjęcia.
Nadto należy uiścić opłatę skarbową w wysokości 10,00 zł
Powyższą kwotę należy wpłacić na rachunek bankowy Urzędu m. st. Warszawy Dzielnica Śródmieście nr: 60 1030 1508 0000 0005 5001 0038, wpisując tytuł wpłaty: opłata skarbowa za wydanie decyzji administracyjnej; oryginał dowodu wpłaty należy załączyć do wniosku.
http://www.ms.gov.pl/ogloszenia.php#akt100720
A jakie działania Ministerstwo nasze kochane podejmuje w kierunku zniesienia asesury?
Prawnik, zarzucasz innym ślepą wiarę w centralne sterowanie, a sam ślepo i bez zastanowienia powtarzasz frazesy o wolnym rynku.
Nie rozumiem skąd założenie, że więcej prawników wyczaruje nagle więcej klientów? Niby dlaczego? Oczywiście pewnie w końcu dojdzie do tego, że prawnicy będą chodzić po ulicach i zaczepiać ludzi jak to bardzo potrzebują pomocy ale nie ma się co łudzić – jak ludziom nie dasz czegoś za darmo to nie schylą się po pomoc dopóki nie będą w tragicznej sytuacji. Nie o takiej karierze akwizytora marzą kandydaci na studia prawnicze i wielu jak się z taką sytuacją zetknie zrezygnuje i zacznie robić coś innego. Zostaną najbardziej uparci – niekoniecznie najlepsi. Tak właśnie zadziała wolny rynek.
Prawnik, ty nie rozumiesz o co mi chodzi. A chodzi mi o to ze państwo nie powinno utrzymywać bezrobotnych prawników. Zobacz ile jest aplikantów na stażu z PUP w kancelariach , prawie wszyscy co się łapią. To nie jest mądry sposób wydatkowania pieniędzy. Winę tego stanu ponoszą łakome uczelnie, które nie zważają na los przyszłych absolwentów tylko liczą pieniądze i zwiększają limity miejsc, 500 na dziennych 500 na zaocznych, 500 na wieczorowych. Czemu na medycynie tylu studentów nie ma, na robotyce, wzornictwie, architekturze itp. czemu tam nie krzyczą że mało miejsc. Tu się przyjmuje każdego byle zarobić.
Karola, kim są Twoi rodzice? Masz już ciepłą posadkę zapewnioną? Boisz się o przyszłość, prawda?
Jakiejkolwiek by nie zarzucić frazeologii i stronniczości zwolennikom wolnego rynku, wolność dla wszystkich jest sprawiedliwsza niż przywileje tylko dla wybranych, którzy sobie psim swędem załatwili coś wcześniej. Dlaczego mamy się godzić na ograniczające naszą wolność zawłaszczanie gospodarki i przestrzeni publicznej przez jakąś grupę?
„Jak ludziom nie dasz czegoś za darmo to nie schylą się po pomoc dopóki nie będą w tragicznej sytuacji”. Tak, teraz usługi prawne są za darmo. Ludzie chcą dobrych usług za przyzwoitą cenę, odpowiadającą nakładowi pracy. To korporacyjni prawnicy poprzez monopol doprowadzili do sytuacji, w której możliwe jest wykorzystywanie przymusowego położenia osób będących w tragicznej sytuacji. Od człowieka, który się znajdzie w takiej sytuacji można wyciągnąć każde pieniądze, pobierając wygórowane stawki za niskiej jakości usługi.
Dlaczego podaż usług prawnych generuje popyt? Bądź inteligentna i pomyśl. Znasz anegdotę o dwóch prawnikach w miasteczku?
„Zostaną najbardziej uparci – niekoniecznie najlepsi”. No, teraz to są najlepsi. Po prostu nie ma lepszych i nigdy nie będzie. W takim razie rzeczywiście wolny rynek usług prawnych nie jest nam potrzebny, bo najwyraźniej rynkowe zasady się do tych usług nie odnoszą. Taka wyjątkowa branża.
Niech ktoś rozwiąże zagadkę, dlaczego przejawy tego rodzaju troski o dobro klienta i poziom usług prawnych pochodzą wyłącznie od prawników wykonujących zawody prawnicze na obecnych zasadach, a nie od klientów, którzy korzystają z ich usług?
Prawniku, jestem pierwszą osobą, która ukończyła prawo w rodzinie, bo tylko pod tym względem interesuje Cię zawód moich rodziców prawda:)?
Nie znam anegdoty o dwóch prawnikach w miasteczku – widać nie jest tak popularna jak Ci się wydaje.
„wolność dla wszystkich jest sprawiedliwsza niż przywileje tylko dla wybranych, którzy sobie psim swędem załatwili coś wcześniej” – a jaki to ma związek z limitami miejsc na prawo? w ogóle gdzie tu ograniczanie swobód obywatelskich? limitów wcześniej załatwić się nie da – są i tak, tylko psim swędem się je powiększa, by synuś tego czy tamtego załapał się ze swoją marną ilością punktów.
„To korporacyjni prawnicy poprzez monopol doprowadzili do sytuacji, w której możliwe jest wykorzystywanie przymusowego położenia osób będących w tragicznej sytuacji. Od człowieka, który się znajdzie w takiej sytuacji można wyciągnąć każde pieniądze, pobierając wygórowane stawki za niskiej jakości usługi.” Nie wiem czy zauważyłeś, że istnieje instytucja obrońcy/pełnomocnika z urzędu, która jest bardzo popularna i nie wyciąga od osoby, której na prawnika nie stać ani złotówki za pracę adwokata czy radcy – płaci Skarb Państwa. Posługiwanie się inteligencją obowiązuje wszystkich uczestników forum – także Ciebie:)
Pozdrawiam!
Xavi, pod tym względem rację masz. Jednocześnie trudno wymagać, żeby uczelnie ograniczały nabór na kierunki cieszące się popularnością. Co prawda można ograniczyć publiczne finansowanie pewnych kierunków, ale nie ma podstaw ograniczania swobody wyboru studentom, ktorzy gotowi są płacić za studia. Do tych studentów państwo nic nie ma. Należy jednak przyznać, że nasze państwo w zakresie możliwości zatrudnienia dla absolwentów odpowiedzialnej polityki nie prowadzi. Rozwiązaniem jest uwolnienie usług prawnych, co umożliwiłoby absolwentom wykonywanie pracy zgodnej z wykształceniem w ramach własnej działalności gospodarczej. Wówczas okazałoby się, że nie istnieje problem bezrobotnych prawników i nie ma potrzeby martwić się o los absolwentów, a publiczne pieniądze przeznaczone na ich edukację nie są zmarnowane.
Karola, młoda prawniczko, wypowiadaj się ad rem, nie ad personam. Prawda jest taka, że liczyłaś na to, że jak się cudem dostaniesz do zamkniętej korporacji, to spoczniesz na laurach i pieniążki same będą kapały, a konkurencji nie będzie. Uwierzyłaś w te same mity, co wszyscy, a teraz masz pretensje do innych.
Jeden prawnik w miasteczku ma niewiele pracy, ale kiedy pojawia się drugi, obaj mają pełne ręce roboty. Miałaś sama się domyśleć, o co chodzi.
Gdzie jest ograniczanie swobód obywatelskich? W ograniczaniu swobody wyboru i wykonywania zawodu. Jak również w narzucaniu ludziom z czyich usług mają korzystać i kogo mogą ustanawiać swoim pełnomocnikiem. A niektórzy by jeszcze chcieli, żeby państwo ograniczało swobodę wyboru kierunku studiów.
Mówisz o instytucji obrońcy z urzędu. Ukończyłaś prawo, więc wiesz, że obrońca reprezentuje oskarżonego w procesie karnym. Większość spraw to sprawy cywilne, w których kwestia kosztów kształtuje się zupełnie inaczej. Pamiętaj też, że radca prawny w procesie karnym nie może być obrońcą.
Gratuluję Ci również wysokiego mniemania o własnej inteligencji. Nie należy bezpodstawnie wątpić w cudzą.
Link do artykułu:
http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/07/15/szturm-na-prawo/
dokładnie rozwalić korporacje jak to miało miejsce w 2007 roku z zarządcami nieruchmości oraz pośrednikami nieruchomości. Niech niewidzialna ręka wolnego rynku wszystko weryfikuje!
Problem pewno niebawem rozwiąże się sam, jest już tak wielka liczba studentów prawa, że samorządy zawodowe pewno niebawem odejdą do lamusa w takim kształcie jaki obecnie znamy, czy będzie to jednak z korzyścią dla absolwentów prawa? Otóż nie byłbym tego taki pewien…
Wystarczy spojrzeć na kierunek w jakim idą poszczególne zawody na zachodzie (architekci, doradcy podatkowie, prawnicy itp.). Otóż w miejsce korporacji zawodowych, powstają firmy-korporacje, jak funkcjonują takie firmy myśle, że osoby pracujące w Warszawie doskonale wiedzą. Ciężka praca, min. 60 godzin w tygodniu, a zysk idzie przede wszystkim na konto firmy a nie pracowników… Małe kancelarie będą padać bo nie będą w stanie wytrzymać konkurencji z dużymi korporacjami, w niedługim czasie dojdzie do monopolizacji rynku przez takie właśnie firmy-korporacje. Tak zawsze działa niczym nieskrępowany wolny rynek, poszczególni gracze dążą do monopolizacji i tylko ustawowe obostrzenia są w stanie taki proces zahamować….
Nie należy wnioskować że jestem zwolennikiem obecnego systemu korporacji zawodowych, ale żeby otwierać zawód trzeba mieć pomysł, niestety kolega Prawnik takiego pomysłu do końca nie ma.
Wniosek, że zwiększona podaż prawników wywoła większy popyt na ich usługi jest absurdalny, nie wiem czy jakikolwiek ekonomista by się pod nim podpisał…
Niektórym to trzeba jednak wytłumaczyć od podstaw najprostsze rzeczy. Dlaczego większa podaż prawników zwiększy popyt na ich usługi? Dlatego, że w przypadku, gdy jedna ze stron wynajmuje profesjonalistę, natychmiast zwiększa się zapotrzebowanie na prawnika po drugiej stronie.
Jeżeli natomiast chodzi duże firmy typu korporacyjnego i kancelarie sieciowe, to myślę, że one wcale nie zdominują rynku, choćby z tego względu, że usługi prawne w coraz większym stopniu będą świadczone drogą internetową. Nie każdego klienta przyciągną okazałe szyldy, marmury, żaróweczki halogenowe, drogie meble i duże fotele jaśniepanów prawników. O wiele większe znaczenie będzie miało mozolne wyrabianie sobie marki. Wielu osób nie zadowoli również zimna, bezosobowa obsługa, jaka ma miejsce w dużych, sformalizowanych i zhierarchizowanych instytucjach. Prawdopodobnie dużym powodzeniem będą cieszyli się prawnicy specjaliści. Małe firmy prawnicze będą jeszcze przeżywać czasy świetności.
Prawnik –> wszystko pięknie, ale póki co podaż się stale zwiększa a popyt wcale nie rośnie. Rozumujesz trochę zbyt prosto, na popyt wpływ ma dużo więcej czynników niż tylko rosnąca podaż (kwestia zamożności społeczeństwa, świadomość prawna, ogólna sytuacja gospodarcza kraju itp itd). Cena usług już raczej nie spadnie, godzina pracy prawnika już jest na poziomie fryzjera czy hydraulika…
Co do kierunków rozwoju to zgadzam się, z tym warunkiem ze małe kancelarie ostaną się raczej tylko w małych miejscowościach, w dużych jednak korporacje wciągną większość rynku (będzie się działo podobnie do tego co dzieje się na rynku pośredników nieruchomości).
Największą bolączką jest nastawienie naszego społeczeństwa które nie potrafi zrozumieć że za poradę należy uiścić wynagrodzenie skoro w zasadzie nie ma jakiegoś materialnego efektu pracy prawnika, co więcej zauważyłem z własnej praktyki że takie nastawienie prezentują ludzie lepiej wykształceni i z większych miast…
Chciałbym podzielać Twój optymizm na temat przyszłości zawodów prawniczych w naszym kraju, ale rzeczywistość dnia codziennego nie daje ku temu podstaw.
Masz rację, Aplikancie, co do trudnej rzeczywistości. Ale nie zgadzam się co mojego braku pomysłu na poprawę naszej sytuacji. Postuluję więcej wolności w sferze usług prawnych. Wolności zarówno dla usługodawców, jak i odbiorców.
zadam pytanie jeszcze raz, czemu jest tak ograniczona liczba miejsc na medycynę, architekturę, wzornictwo, farmację itp. czy to znaczy, że łamane są swobody obywatelskie. Tak to administracyjne sterowanie, które jest niezwykle potrzebne, żeby nie stworzyć państwa w którym 60 % pracujących to prawnicy. Prawnik trochę wykazujesz się brakiem znajomości rzeczywistości po studiach, albo jesteś już „ustawiony” i masz wujka znanego adwokata i sobie poradzisz przy jego boku, byle się już dostać. Sam widzę aplikantów znanych mecenasów, którzy zdobyli 101, 102 pkt i teraz się „noszą” i „rozrabiają” w kancelariach. Żeby było jasne, nie krytykuje tego, ich szczęście. Ale ta grupa ambitnych, młodych ludzi jest zadeptywana w tak nierównym, „wolnorynkowym” maratonie.
„że usługi prawne w coraz większym stopniu będą świadczone drogą internetową.” no kolego w internecie usługi prawnicze są za darmo :)
Realia są takie, że ludzie kończący prawo najczęściej lądują za granicą, w innych zupełnie zawodach, albo ganiają po kancelariach i zostawiają swoje cv, a jak się dostaną już do tej wymażonej kancelarii, to się cieszą że patron da 2 stówki za miesiąc wow
Ja mam to już za sobą, i mimo że jestem aplikantem 3 roku, to „przekwalifikowałem” się na zawód pokrewny, ale bardziej związany z ekonomią i w nim widzę przyszłość. Jedynie co doceniam z tego kontaktu z rzeczywistością po studiach to to, że nauczyłem się zaradności i myślenia kreatywnego.
Dlatego współczuje nowym absolwentom i radzę nauczcie się znosić upokorzenia i słowa bieda.
Z każdym rokiem jest coraz trudniej o prace. Naprawdę trzeba mieć dużo samozaparcia żeby się przebić bez znajomości. Coraz trudniej się wyróżnić z tłumu mgr prawa. Jeżeli jesteś przeciętny nie masz szans. Trzeba być super dobrym i nie chodzi tu o umiejętność wkuwania przepisów bo to każdy z nas potrafi.
Do prawnika – czy swoje wnioski wysnuwasz czysto teoretycznie, czy wynikają one ze świadczonej przez Ciebie pracy w obsłudze prawnej?
pozdrawiam
Większość wypowiadających się ma niewolniczą mentalność i potrzebuje pana, który im da pracę, podejmie za nich decyzje życiowe, wybierze za nich kierunek studiów i zapewni przyjazny ład, niekoniecznie sprawiedliwy, w którym będzie sielanka dla wybrańców, bo o całą resztę społeczeństwa troszczyć się nie trzeba. Państwo ma zapewnić wybrańcom życie w puchu, nie potrzeba zaprzątać sobie głowy, że cudzym kosztem.
„W internecie usługi prawnicze są za darmo”. Proszę sobie coś kupić za darmo w sklepie internetowym. Albo wysłać do sądu wniosek w formie elektronicznej bez wniesienia opłaty.
Czy za granicą jest lepiej? Dbajmy o to, żeby u nas było dobrze.
Ma Pan kłopoty z ortografią. „Wymarzonej” pisze się przez „rz”.
W internecie usługi prawnicze są za darmo”. Proszę sobie coś kupić za darmo w sklepie internetowym.
I tu się zgadzam. Bowiem za parę lat pracownicy Ikei to będą sami prawnicy. Kamil ty się nie wygłupiaj z tą administracją. Tam siedzą starsze panie po podyplomówce z administracji i śmieją się z młodych studentów. Są miasta wojewódzkie gdzie na jedna ofertę pracy (marną) przypada 100 podań, a ty dla milionów prawników alternatywę w postaci administracji stwarzasz.
Trochę mnie przeraża wizja tak ogromnej ilości prawników, tym bardziej, że ludzie nie chcą płacić za usługi prawne, nie jesteśmy Prawnik tak rozwiniętym krajem i o takiej kulturze prawnej ja reszta krajów zachodniej Europy.
Prawnik, bez urazy, ale masz kłopot z oceną obecnej i przyszłej rzeczywistości.
Szanowny Panie Moderatorze,
czy jest możliwe zbanowanie usera o nicku „prawnik”?
Osoba ta nie wie, co to znaczy kulturalna dyskusja na forum. Chyba nie na tym to polega, by obrażać innych użytkowników forum.
dziękuję za uwagę
user
Panie prawnik,
skoro już wyraziłeś głośno swoje zdanie o większości użytkowników forum, to może sam zdradzisz, co sobą reprezentujesz i co osiągnąłeś do tej pory w życiu?
korporant
Prawnik2: administracja teraz mocno się dokształca, kończą się czasy ludzi po maturze w urzędach – coraz więcej tam jest magistrów. „Stara gwardia” w końcu powoli przejdzie na emeryturę, a jej miejsca zajmą prawnicy – no bo kto inny? Kiedyś wystarczyła matura, teraz wymogiem jest wykształcenie prawnicze. W urzędzie skarbowym w którego sąsiedztwie mieszkam zdarza się, że na jedną ofertę pracy za minimalne wynagrodzenie przypada właśnie około 100 podań, to też świadczy o tym, że nie ma lekko. Dlatego szkoda tych wszystkich, którzy są teraz masowo przyjmowani na studia i jednocześnie robieni w balona. Najlepsi sobie poradzą, problem w tym, że większość należy do tych przeciętnych.
do moderatora: uważnie śledzę toczącą się dyskusje i chociaż zaczynają się pojawiać argumenty ad personam to mam wrażenie, że jeszcze nie przekroczyły dobrego smaku. Prawnik przedstawia odmienne wizje niż większość, byłoby więc dużą stratą dla tej dyskusji gdyby go zabrakło.
Odpowiadam Korporantowi: Choćby to, że mam przewagę intelektualną i moralną nad korporantami i innymi podobnymi im artystami. Również to, że umiem trafnie ocenić sytuację, odczytać znaki czasu i przewidzieć najbardziej prawdopodobny kierunek zmian.
eh ehehehehehehhehe niebywałe. Prawnik opowiedz to wszystkim bezrobotnym ale i tak ciężko pracującym do późna, za darmo aplikantom. A co mają zrobić ci absolwenci bez aplikacji. Nie wiem, niby zaczyna się niż demograficzny, ale tych miejsc i chętnych na cierpienia nie brakuje. Zgadzam się z Xavim. Jakaś reakcja ze strony państwa powinna nastąpić, czy to przez zmianę modelu tych studiów. Ktoś w tym państwie powinien się zastanowić gdzie tą chmarę ludzi upchnąć i w co? Bo to rzeczywiście wydawanie pieniędzy w błoto. Może płatne studia, no ale nikt nie będzie miał odwagi. eh
Płatne studia być może są jakimś rozwiązaniem. Bezpłatne studia to fikcja.
Co do problemów z pracą, absolwenci nadmiernie są przywiązani do modelu zatrudnienia polegającego na pracy najemnej. Fatalny jest również w Polsce model wolnych zawodów prawniczych. Tutaj nie należy mieć wątpliwości, że do umożliwienia podjęcia absolwentom samodzielnej praktyki zawodowej konieczne jest uwolnienie usług prawnych.
Spodziewam się, że radykalne zmiany w tym zakresie nastąpią w przyszłej dekadzie. Niewykluczone, że na początku lat trzydziestych niewiele zostanie z obecnych rozwiązań dotyczących tej dziedziny.
Hej, mam do Was pytanie. Co zamierzacie robić po skończeniu studiów, bądź po ukończeniu aplikacji? Otwieracie własne kancelarie? Zamierzacie gdzieś pracować? Pytam, bo wiele osób o tym nie myśli, lub uważa, że jakoś to będzie, nie skupiając się za bardzo o swojej przyszłości. A może ktoś z Was już otworzył biuro doradztwa prawnego? Podzielcie się swoimi przemyśleniami na ten temat. Pozdro
Obsługa prawna na etacie + kancelaria.
Hej, a jak zdobędziesz obsługę prawną?
adwokat nie może być zatrudniony na etacie
Ciężkie czasy idą…
Prawnik to w takim razie oświeć mnie, jaki Ty widzisz model? Osobiście nie widzę nic złego w tym, że istnieją OIRP czy ORA, choć nie uważam, że powinny mieć monopol na szkolenie. Powinny być po prostu stowarzyszenia, gdzie tak samo obowiązywać winny pewne zasady i które prowadziłyby szkolenia… a na koniec egzamin państwowy…
Cd absolwentów … bez kilkuletniej praktyki podczas studiów będzie ciężko, a w zasadzie bez szans…
Tak naprawdę liczy się poza wiedzą i doświadczeniem dla prawnika także odporność na stres. Pracuję na stanowisku prawnika, na którym moi poprzednicy wytrzymali nie dłużej niż 10 miesięcy. Nawet najlepsze oceny i doświadczenie nic nie dadzą. Radcy Prawnemu jednemu z moich poprzedników po rozmowie z szefem trzęsły ręce, inni mówili, że nawet się rozpłakał. Tego nie da się nigdzie nauczyć. Zasada jest prosta nie ma rzeczy nie możliwych dla niektórych biznesmenów, wszystko co tylko wymyślą powinno skończy się w sądzie sukcesem, bez względu na okoliczności, jak mówią „Za to płacą i wymagają efektów”. Taka jest smutna prawda
I think youve made some truly interesting points. Not too many people would actually think about this the way you just did. Im really impressed that theres so much about this subject thats been uncovered and you did it so well, with so much class. Good one you, man! Really great stuff here.