Przypominamy, że do egzaminu wstępnego na aplikację radcowską i adwokacką pozostało niespełna pięć miesięcy. Dla mniej doświadczonych w przygotowawczych bojach wydaje się zapewne, że pozostało jeszcze sporo czasu. Nic bardziej mylnego! W zasadzie naukę to tego poważnego (tak… tak…. poważnego!) egzaminu należy zacząć już na dniach. Poza opracowaniem całej strategii nauczania – w tym metod nauczania, źródeł pozyskiwania wiedzy sugerujemy zapoznać się z danymi statystycznymi, które w nie przeceniony sposób pomogą wam przygotować się do egzaminu.
Egzamin wstępny na aplikacje radcowską i adwokacką czyli statystyczne „must to know”
A może by tak komornikiem zamiast adwokatem? Czyli jak ułatwić sobie dostanie się na aplikację…
Aplikacja komornicza jest stosunkowo mało popularna wśród absolwentów prawa. Wynika to zapewne w dużej mierze z tego, że zdecydowana większość osób w trakcie studiów nie widzi siebie w roli komornika, utożsamiając ten zawód z jego stereotypową postacią ukazaną chociażby w filmie Feliksa Falka pt. „Komornik”. Abstrahując jednak od charakteru samej pracy, myślę że w obecnych realiach nadprodukcji prawników, dużej ilości aplikantów adwokackich i radcowskich, aplikacja ta stanowi sensowną alternatywę, zwłaszcza że poprzeczka dla kandydatów zawieszona jest znacznie niżej niż w przypadku pozostałych aplikacji, a perspektywy wcale nie są mniejsze.
Szkoła prawa obcego – czy warto?
W związku z faktem podejmowania studiów prawniczych przez coraz większą rzeszę chętnych, wielu studentów na wydziałach prawa stara się wybić ponad przeciętność. Jednym ze sposobów na zdobycie nowych umiejętności oraz poszerzenie wiedzy prawniczej jest podjęcie nauki w ramach szkół prawa obcego. Od początku obecnej dekady, przy uniwersyteckich wydziałach prawa w Polsce powstają sukcesywnie kolejne szkoły prawa obcego. Można się w nich uczyć m.in. podstaw prawa francuskiego, niemieckiego, włoskiego, amerykańskiego, a nawet rosyjskiego czy ukraińskiego.
Organizacja takich szkół w zdecydowanej większości wygląda podobnie. Początki opierały się na nawiązaniu współpracy pomiędzy polskim uniwersytetem a jego odpowiednikiem w innym kraju. Nauka w ramach kursu zazwyczaj trwa od 2 do 4 semestrów w trakcie których studenci uczęszczają na wykłady, konwersatoria oraz warsztaty. Ukończenie kursu zazwyczaj następuje po zaliczeniu określonej liczby dowolnie wybranych zajęć z ogólnej puli przedmiotów. W zależności od formy prowadzenia zajęć, podstawą zaliczenia jest zdany egzamin końcowy lub przygotowanie pracy zaliczeniowej. Znając już podstawy organizacji takich szkół należy zastanowić się, jakie wymierne efekty można osiągnąć poprzez uczestnictwo w takowych zajęciach.
Niewątpliwie, uczestniczenie w zajęciach z prawa obcego ma swoje ogromne zalety. Przede wszystkim pozwala poszerzyć horyzonty poprzez poznanie podstaw obcych systemów prawa. Problemy, z jakimi studenci spotykają się w ramach prowadzonych warsztatów, często diametralnie odbiegają od treści kazusów z którymi muszą się zmierzyć w ramach standardowych zajęć. Dzięki temu wyrabiają sobie umiejętność wielopłaszczyznowego patrzenia na prawo, co jest w chwili obecnej koniecznym narzędziem w pracy każdego prawnika. Szkoła prawa obcego jest doskonałym sposobem doskonalenia tych umiejętności. Ponadto, cenna wydaje się możliwość prześledzenia, jak funkcjonują instytucje prawne poszczególnych krajów w powiązaniu z prawem europejskim. Wybierając szkołę prawa niemieckiego lub angielskiego interesującym wydaje się np. poznanie wpływu orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na orzecznictwo sądów w danym kraju. Choć 2,3 lub 4 semestry nauki pozwalają jedynie na podstawowe zapoznanie się z systemem prawnym obcego państwa, to jednak przybliżają ogólny zarys najważniejszych instytucji oraz rozwiązania sprawdzone w państwie obcym. Przeszczepienie choć części tych rozwiązań na grunt polskiego prawa pozwala na nowe spojrzenie na problem z którymi prawnik spotyka się na codzień.
Drugą, niewątpliwą zaletą uczestniczenia w zajęciach w ramach szkoły prawa obcego jest możliwość uczestniczenia w wykładach, udzielania się w ramach konwersatoriów oraz szlifowania praktycznych umiejętności pod okiem wybitnych teoretyków i praktyków, często z liczących się ośrodków akademickich w Europie i Stanach Zjednoczonych. System pracy ze studentami w Stanach Zjednoczonych czy państwach zachodniej Europy różni się znacząco od rozwiązań przyjętych w Polsce. W związku z tym praca w ramach warsztatów nad danym kazusem pod okiem specjalisty z innego kraju jest niewątpliwie cennym doświadczeniem. W przypadku szkół prawa amerykańskiego może to być np. symulacja procesu, symulacja procedury wyboru ławników czy przeprowadzenie „cross examination” wspólnie z prowadzącym. Wykłady przeprowadzane przez specjalistów z innych krajów także są warte uwagi, ze względu na często odmienne problemy z którymi spotyka się doktryna czy judykatura w danym kraju.
Inną zaletą przemawiającą za uczestnictwem w zajęciach z prawa obcego jest możliwość szlifowania języka danego kraju oraz poznania terminologii prawniczej. Wielu uczestników szkół prawa obcego traktuje je jako alternatywę dla drogich, specjalistycznych kursów językowych dla prawników. Dla części przyszłych jurystów, którzy rozpoczną pracę w międzynarodowych korporacjach, znajomość np. angielskiej terminologii prawniczej jest niezmiernie przydatna, chociażby w przypadku gdy niezbędna jest np. analiza dokumentów sporządzonych na podstawie prawa angielskiego na potrzeby transakcji związanych z polskim prawem i polskimi klientami. Ponadto wiele terminów prawniczych innych krajów nie ma swoich odpowiedników w języku polskim, dlatego też dzięki wykładom oraz warsztatom można zrozumieć istotę niektórych instytucji. Zrozumienie odmienności, jeśli chodzi o regulacje obcego prawa jest niezbędne w codziennej pracy z klientami będącymi obcokrajowcami.
Ostatnim argumentem przemawiającym na korzyść szkół prawa obcego jest interesująca forma, jaką nieraz przyjmują zajęcia, tak różna od rozwiązań stosowanych w Polsce. Organizując warsztaty z retoryki prawniczej, studenci poza wiedzą teoretyczną mogą także wykazać się w konfrontacji z innymi, a szczególnie stanąć twarzą w twarz z np. adwokatem czy profesorem z innego kraju. Inne zajęcia jak chociażby warsztaty z negocjacji, także pozwalają na zdobycie praktycznych umiejętności, tak cennych w pracy przyszłego prawnika. Ponadto, szkoły prawa obcego często w porozumieniu ze sobą organizują ogólnopolskie konkursy z wiedzy o danym systemie prawa. W przypadku np. prawa amerykańskiego, studenci mają możliwość sprawdzenia się w ramach Moot Court Competition czyli symulacji amerykańskiego procesu. Najlepsi studenci w kraju zostają nagrodzeni możliwością dalszego pogłębiania wiedzy w ramach wyjazdu do Stanów Zjednoczonych.
Pomimo powyższych argumentów przemawiających za podjęciem nauki w ramach szkoły prawa obcego, jest też kilka minusów, właściwych niemal dla każdej takiej jednostki. W związku z tym, że szkoły prawa obcego są realizowane w formie kursów, nie są formalnie uznawane w Polsce jako odrębne studia. Ponadto, w związku z faktem, iż tego typu szkoły skupiają niemal wyłącznie studentów prawa (z nielicznymi wyjątkami w postaci studentów filologii czy administracji), dostęp do nich jest powszechnie otwarty co skutkuje tym, iż potencjalnych uczestników nie weryfikuje się czasem nawet pod kątem znajomości języka wykładowego. Oznacza to, że o ile wykłady są przeprowadzane w standardowy sposób to warsztaty często prowadzone są w prostszej językowo formule ze względu na studentów słabiej władających językiem. Ostatnią kwestią jaką należy poruszyć jest fakt, iż szkoły prawa obcego przy niektórych uczelniach nie stawiają zbyt wysokich wymagań studentom co do zaliczenia poszczególnych przedmiotów. Brak przysłowiowego „bata” demobilizuje studentów i wiąże się z tym, że aby solidnie poznać podstawy danego systemu prawnego należy być wyposażonym w spore pokłady silnej woli.
Podsumowując, choć zajęcia w ramach szkół prawa obcego nie są pozbawione swych bolączek, to warto się na nie zdecydować. Jak wspomniano powyżej, pozwalają na poznanie podstaw systemu prawnego w danym kraju, spotkanie z wybitnymi prawnikami oraz na szlifowanie języka obcego przy jednoczesnym zapoznaniu się z terminologią prawniczą.
(S)kserowane prawa autorskie
Nie wszyscy z nas zdają sobie sprawę z tego, iż rocznie kserowanych jest blisko 5 mln stron publikacji, głównie tych o charakterze naukowym i specjalistycznym. Tylko ten proceder stanowi ok. 90% wszystkich kserowanych w Polsce materiałów. Z nielegalnym masowym kopiowaniem książek wydawnictwa walczą od lat i niestety ciągle przegrywają. Warto jest zatem na moment zastanowić się nad tym, czy przy kserowaniu książek nie jest przypadkiem łamane prawo autorskie.
Jaki ten student zły
Nie od dzisiaj wiadomo, iż studenci wszystkich uczelni kserują dosłownie wszystko – notatki, różnego rodzaju opracowania i materiały, podręczniki, skrypty czy też ćwiczenia. To właśnie uczelniane punkty ksero stanowią największą bolączkę wydawnictw walczących o ochronę praw autorskich. Ma na to wpływ wiele czynników.
Pierwszym i chyba najważniejszym z nich jest fakt, iż niestety książki akademickie są pozycjami drogimi i bardzo często jest ich niewiele na rynku wydawniczym.
Kolejnym jest fakt, iż biblioteki uczelniane albo w ogóle nie posiadają w swoich zbiorach potrzebnej pozycji, a jeśli zdarzy się, że już jest, to bardzo często w niewystarczającej liczbie egzemplarzy.
Często też nowsze pozycje są wypożyczane pracownikom uczelni i tak czy siak student nie ma do nich dostępu. Uczelnie tłumaczą się tym, iż nie posiadają wystarczającej ilości środków na zakup odpowiedniej liczby książek co związane jest z ilością studentów lub też po prostu z zainteresowaniami.
Często zdarza się również, że to sami prowadzący zajęcia zanoszą do punktu ksero określoną pozycję i w ten sposób udostępniają ją swoim studentom do kserowania.
Jak widać, czynników sprzyjających oddawaniu książek do ksero jest naprawdę dużo i są one bardzo urozmaicone. Pamiętać jednakże należy, iż czasami student kseruje, bo po prostu nie ma innego wyjścia, jeśli chce dobrze zdać egzamin czy zaliczenie.
I tak nakręca się błędne koło
Książek niezbędnych do nauki jest mnóstwo, jednak w ciągu ostatnich kilkunastu lat nakłady książek naukowych spadły kilkakrotnie. Tak niskie nakłady z kolei przekładają się na ich wysokie ceny. Powodem tego jest fakt, iż niewielu uczniów i studentów je kupuje. Przyczyna tego zaś jest bardzo prosta – polskiego studenta nie stać na kupienie nowego podręcznika akademickiego. Student studiów dziennych nie ma albo wcale możliwości zarabiania albo ma ją w bardzo ograniczonym stopniu. Studenci zaoczni i wieczorowi z kolei wprawdzie często pracują, ale większość zarobionych pieniędzy przeznaczana jest na opłacenie czesnego. Poza tym, studiowanie niektórych dziedzin, takich jak np. prawo czy administracja, wiąże się z tym, iż większość podręczników staje się szybko nieaktualna i nie może być mowy o ich późniejszym odsprzedaniu. Ponadto często do jednego przedmiotu potrzebnych jest więcej niż jedna pozycja książkowa, a takich przedmiotów w semestrze jest kilkanaście.
W ten sposób nakręca się niestety błędne koło: studenci, których nie jest stać na kupno nowego podręcznika akademickiego, będą oznaczali mało sprzedanych książek, a to z kolei będzie się wiązało ze zmniejszaniem ich nakładów, co spowoduje w rezultacie wzrost ceny i tak w kółko. Problem ten ma zatem naprawdę duży wpływ na ilość kserowanych materiałów książkowych na polskich uczelniach. Niewątpliwie też stanowi niejako dobre usprawiedliwienie dla wszystkich tych, którzy z ksera w ogóle korzystają.
(Nie)zakazane ksero
Z etycznego punktu widzenia kserowanie książek jest niedozwolone. Z prawnego punktu z kolei sprawa nie jest już taka jasna. Według wielu prawników, przepisy mogą być różnie interpretowane. O tym czy faktycznie doszło do złamania prawa za każdym razem decyduje tak naprawdę dopiero sąd.
Niewątpliwie naruszeniem prawa autorskiego jest utrwalanie lub zwielokrotnianie cudzego utworu w wersji oryginalnej bez stosownego uprawnienia albo wbrew jego warunkom. Tego typu zachowanie traktowane jest jako złamanie majątkowego prawa autorskiego. Zgodnie z obowiązującą ustawą regulującą zagadnienia związane z prawem autorskim (art. 117) za tego typu działania grożą takie sankcje jak: grzywna oraz ograniczenie lub także pozbawienie wolności do lat dwóch.
Niestety przepisy te bardzo często pozostają jedynie tzw. „przepisami papierowymi”, gdyż sądy karne rzadko osądzają właścicieli punktów ksero. Często ich zachowania uznawane są za czyny o niewielkiej szkodliwości społecznej i przez to nie stanowią już przestępstwa. Jednakże przy tym wszystkim nie można zapominać o art. 23 pkt. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który stanowi, iż bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego, który nie jest związany z żadnym celem zarobkowym.
Z uwagi na jego sformułowanie nie ma znaczenia czy student skserował całą książkę czy tylko jej część. Nie ma również znaczenia forma w jakiej została skopiowana, czyli możliwe jest jej zeskanowanie, zrobienie zdjęcia, przepisanie czy też skserowanie przy pomocy kserokopiarki.
Zakres własnego użytku osobistego obejmuje z kolei korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. W doktrynie prawa zwraca się uwagę, że własny użytek osobisty dotyczy wszelkich form korzystania z utworu, z wyjątkiem budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno – urbanistycznego. W praktyce jednakże największe znaczenie w zakresie tzw. dozwolonego użytku prywatnego ma kopiowanie utworów chronionych, które dokonywane jest z użyciem własnego albo wypożyczonego egzemplarza.
Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie art. 35 Prawa autorskiego każdy dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy jego twórcy. Cel właściwego użytku osobistego nie został bliżej określony i tym samym może to być każdy cel: rozrywkowy, kolekcjonerski, naukowy czy też archiwalny.
Przepis ten stanowi zatem taki swoisty kruczek prawny i może być podstawą obrony niejednego studenta.
Legalna książka = legalna wiedza
Wydawnictwa, które na kserowaniu książek tracą każdego roku ogromne pieniądze, postanowiły rozpocząć walkę o legalną książkę. Utworzone zostało porozumienie „Legalna książka = Legalna wiedza”. Wydawnictwa z plagą kserowania walczą również przy pomocy policji, która kontroluje poszczególne punkty ksero. Nielegalnemu kserowaniu przeciwstawiły się również największe domy wydawnicze, które założyły stowarzyszenie pod nazwą „Polska Książka”. W jego ramach zaś założyły „Grupę Walczącą o Przestrzeganie Prawa na Uczelniach”, gdyż to właśnie przede wszystkim na uczelniach wyższych i wokół nich kwitnie proceder nielegalnego kserowania.
Wydawnictwa postanowiły uderzyć w uczelnie, na początek wysyłając listy, w których informują rektorów, że łamią oni prawo. Takie specjalne listy zostały wysłane do władz większości polskich uczelni jeszcze w maju. Ponadto wydawcy zdecydowali się na umieszczanie w prasie ogłoszeń. W ogłoszeniach tych znajdują się ostrzeżenia, że wykorzystane zostaną wszelkie „środki ochrony prawnej” do walki z tymi, którzy łamią prawa autorskie. Prowadzone były również różnego rodzaju akcje, takie jak: „Ksero to zero” czy też „Mniej niż ksero”, w których wydawcy obniżali ceny podręczników, by zachęcić uczniów i studentów do ich zakupu.
Wydawcy książek naukowych niestety zaczynają już grozić procesami cywilnymi, gdyż w nich sędzia nie może uznać niewielkiej szkodliwości społecznej czynu jak to ma miejsce w procesach karnych.
Detektyw na tropie łamania prawa autorskiego
Walka o legalną książkę często niestety przypomina swoistą walkę z wiatrakami. Wydawnictwa prześcigają się w różnych pomysłach, które spowodować mają zmniejszenie ilości kserowanych pozycji książkowych. Poza tymi wymienionymi wyżej znaleźć można również i te całkiem nietypowe.
Przykładem tego niewątpliwie jest ostatni pomysł szefów największych wydawnictw naukowych, którzy w październiku zdecydowali się na zatrudnienie agencji detektywistycznej. Na razie wiadomo jedynie, iż jej zadaniem ma być wyłapywanie przypadków łamania praw autorskich w szkołach wyższych.
Polska Izba Książki z kolei planuje wynająć firmę informatyczną, której zadaniem będzie wyłapywanie pirackich egzemplarzy podręczników akademickich, które następnie zamieszczane są nielegalnie w internecie. A co się stanie z tymi znalezionymi? Otóż po wykryciu nielegalnego obrotu pirackimi egzemplarzami prowadzone będą rozmowy z osobami odpowiedzialnymi za ich zamieszczenie w sieci. Dopiero, gdy nie odniosą one skutku, sprawa taka trafi następnie do sądu. Jak się okazuje wiele zagranicznych wydawnictw i organizacji tak właśnie zrobiło.
A w innych krajach europejskich tego typu wysiłki przyniosły bardzo dobre efekty.
Przecież wiedza jest bezcenna
Nie ulega wątpliwości, iż kserowanie książek jest dużo tańsze niż kupowanie nowych, których cena jest często naprawdę wysoka. Kserowanie książek przez studenta na własny użytek, nawet w sytuacji, gdy zleca skopiowanie pracownikowi punktu ksero, któremu za to płaci nie jest jednakże łamaniem prawa.
Tak naprawdę problem zaczyna się w momencie, gdy tenże pracownik ksero skopiuje tę książkę kilka razy. A potem na prośbę innej osoby, by skserował właśnie tę pożądaną pozycję, sprzedaje od ręki gotowy egzemplarz. Wtedy zamawiający i kserujący łamią prawo autorskie, gdyż działają wspólnie i w porozumieniu.
Trudno jest w niniejszej sprawie opowiedzieć się po którejś ze stron, bo każda ma swoje racje. Po jednej stronie jest autor, który poświęcił na przygotowanie tej pozycji często wiele lat pracy i z pewnością mnóstwo godzin, a z drugiej strony stoi student, który bardzo chciałby mieć swój własny egzemplarz książki (zwłaszcza z dziedziny, która go szczególnie interesuje), ale często go na to nie stać.
Mam wrażenie, że w tej całej walce o prawa autorskie gdzieś po drodze zagubiono sens wydawania książek (zwłaszcza tych naukowych). Niewątpliwie jest nim wiedza, dzięki której poszerzamy swoje horyzonty i poznajemy nowe dziedziny. I bez znaczenia jest czy nabędziemy ją za pomocą książek nowych, czy też tych kserowanych… bo przecież zdobyta wiedza jest bezcenna.
Z pozdrowieniami dla studentów przygotowujących się powoli do sesji :-)
Agnieszka Domagała
Legal English #8 Fruit of the poisonous tree
Fruit of the poisonous tree is a legal metaphor in the United States used to describe evidence that is obtained illegally.[1] The logic of the terminology is that if the source of the evidence (the „tree”) is tainted, then anything gained from it (the „fruit”) is as well. Such evidence is not generally admissible in court.[2]
For example, if a police officer conducted an unconstitutional (Fourth Amendment) search of a home and obtained a key to a train station locker, and evidence of a crime came from the locker, that evidence would most likely be excluded under the fruit of the poisonous tree doctrine. The discovery of a witness is not evidence in itself because the witness is attenuated by separate interviews, in-court testimony and his or her own statements. The doctrine is an extension of the exclusionary rule, which, subject to some exceptions, prevents evidence obtained in violation of the Fourth Amendment from being admitted in a criminal trial. Like the exclusionary rule, the fruit of the poisonous tree doctrine is intended to deter police from using illegal means to obtain evidence. The doctrine is subject to four main exceptions. The tainted evidence is admissible if:
- it was discovered in part as a result of an independent, untainted source;
- it would inevitably have been discovered despite the tainted source; or
- the chain of causation between the illegal action and the tainted evidence is too attenuated; or
- the search warrant not based on probable cause was executed by government agents in good faith.
The fruit of the poisonous tree doctrine stems from the 1920 case of Silverthorne Lumber Co. v. United States.[3]
[1] ^ Dressler, Joshua (2002). Understanding Criminal Procedure (3rd ed.). Newark, NJ: LexisNexis. ISBN 0820554057.
[2] ^ Gaines, Larry; Miller, LeRoy (2006). Criminal Justice In Action: The Core. Belmont, CA: Thomson/Wadsworth. ISBN 0495003050.
[3] ^ See also Bransdorfer, Mark S. (1987). „Miranda Right-to-Counsel Violations and the Fruit of the Poisonous Tree Doctrine”. Indiana Law Journal 62: 1061. ISSN 00196665.
Dictionary:
- Fruit of the poisonous tree – owoc zatrutego drzewa;
- to obtain – uzyskać;
- admissible - dopuszczalny;
- unconstitutional – niekonstytucyjny;
- excluded - wykluczony;
- attenuated - osłabiony;
- violation - pogwałcenie, naruszenie;
- deter - powstrzymać;
Źródło: Wikipedia (autorzy, na licencji CC-BY-SA 3.0)
Relacja między umową zlecenia a umową o pracę
Podstawowym błędem spotykanym w codziennym życiu jest zaliczenie umowy zlecenia do kategorii umów o pracę. Taka kwalifikacja wynika z niezrozumienia różnicy pomiędzy stosunkiem pracy a stosunkiem cywilnoprawnym. Powyższe nieporozumienie wynikać może również z obserwacji praktyki na rynku pracy. U tego samego pracodawcy tą samą pracę można wykonywać w ramach stosunku cywilnoprawnego lub stosunku pracy. W szczególności za wybraniem przez pracodawcę umowy cywilno-prawnej przemawiają korzyści finansowe (ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych w art. 6 ust. 4 nie uznaje za obowiązkowy tytuł ubezpieczenia umowy zlecenia wykonywanej przez studentów, uczniów szkół gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych).
Legal English #7 Criminal law
Criminal law, or penal law, is the bodies of rules with the potential for severe impositions as punishment for failure to comply. Criminal punishment, depending on the offense and jurisdiction, may include execution, loss of liberty, government supervision (parole or probation), or fines. There are some archetypal crimes, like murder, but the acts that are forbidden are not wholly consistent between different criminal codes, and even within a particular code lines may be blurred as civil infractions may give rise also to criminal consequences. Criminal law typically is enforced by the government, unlike the civil law, which may be enforced by private parties.
Czytaj dalej…
Legal English – reaktywacja

Na początku istnienia naszego portalu pojawił się cykl Legal English w którym prezentowaliśmy krótkie angielskie teksty wraz z tłumaczeniem najtrudniejszych słówek. Niestety, nasza koleżanka Ania, która zajmowała się cyklem musiała zrezygnować z udzielania się w redakcji portalu. Pomysł był jednak naprawdę dobry, dlatego po dość długiej przerwie wracamy do niego. Co tydzień będziemy publikować krótkie lekcje angielskiego wraz z tłumaczeniem. Dla wyjaśnienia chcielibyśmy zaznaczyć, że zamieszczane teksty nie zostały napisane przez nas lecz są zaczerpnięte z Wikipedii. Zresztą pod każdym tekstem znajdziecie informację o jego pochodzeniu i autorach oraz o licencji na jakiej został udostępniony. W związku z faktem, że materiały pochodzą z Wikipedii, mogą pojawić się w nich pewne błędy. W nauce angielskiego dla prawników najważniejsze są jednak słówka, dlatego sądzimy, że cykl spełni swoje zadanie i pozwoli w lekki i przyjemny sposób opanować co trudniejsze wyrażenia.
Zwrot kosztów od skazanego na rzecz oskarżyciela posiłkowego
W postępowaniu cywilnym strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie koszty niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony (koszty procesu). Każdy z nas zapewne doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Niewielu jednak wie, że podobna możliwość istnieje w postępowaniu karnym.
Wizualna strona dobrego CV – część 1: Wstęp i typografia
Curriculum Vitae popularnie zwane CV, czyli po prostu życiorys zawodowy jest aktualnie wymagany przy rekrutacji na większość stanowisk. Jego oczywistą zaletą dla osoby zatrudniającej pracownika jest szybka możliwość zapoznania się informacjami na temat kandydata, bez konieczność przedzierania się przez stos dokumentów. Często jeden „rzut oka” na CV może wystarczyć o podjęciu decyzji o nie braniu pod uwagę kandydata. Choć to co piszę powinno być truizmem, mam wrażenie jednak, że wiele osób o tym zapomina traktując CV jako zwykłą formalność – nic nie znaczący papier. Niestety, taka ignorancja najczęściej kończy się brakiem zaproszenia na rozmowę. Aktualne realia są takie, że na jedną ofertę pracy dla absolwenta prawa / aplikanta potrafi wpływać nawet kilkadziesiąt CV, często treściowo bardzo do siebie zbliżonych zadbać należy o to, aby CV było poprawne i wyróżniało się czymś od innych.
Nie będę tutaj przedstawiał co i w jakiej kolejności zawrzeć w swoim życiorysie zawodowym, wierzę że absolwent prawa doskonale zdaję sobie z tego sprawę, a jeżeli nie to odsyłam do stron poświęconych tej tematyce. Jako projektant graficzny napiszę kilka słów na temat wizualnej i technicznej strony tworzenia CV.










