Kalendarz egzaminów prawniczych na rok 2011

6 lut 2011 autor: Kamil Rawa

Prezentujemy terminy egzaminów prawniczych w 2011 roku. Lista będzie aktualizowana na bieżąco.

22 marca
Pisemna części egzaminu zawodowego dla aplikantów komorniczych i osób, które mają prawo przystąpić do niego bez aplikacji

29 marca
Początek ustnej części egzaminu zawodowego dla aplikantów komorniczych i osób, które mają prawo przystąpić do niego bez aplikacji

14 czerwca, 15 czerwca, 16 czerwca, 17 czerwca
Egzaminy zawodowe: adwokacki i radcowski

7 września, 8 września, 9 września
Egzamin zawodowy dla notariuszy

24 września
Egzaminy wstępne na aplikacje: adwokacką, radcowską, notarialną i komorniczą

Tesco Law, czyli porady prawne w supermarketach

6 lut 2011 autor: Kamil Rawa

Wielokrotnie na łamach iuristy krytykowałem swego rodzaju patos zawodów prawnczych w Polsce. I chociaż pewnie za chwilę pojawią się krytyczne komentarze w moim kierunku, wyjaśniające mi jak istotną rolę pełnią te zawody zaufania publicznego i że w tym wszystkim wcale nie chodzi o pieniądze tylko o idee, wartości i dobro klienta, zdania nie zmieniam. Utwierdza mnie w tym mi.in. Kierunek w jakim podąża chociażby Wielka Brytania, która w październiku wprowadza prawo, które zostało już ochrzczone Tesco Law. Przepisy te uczynią Brytyjski rynek usług najbardziej liberalnym rynkiem na świecie. Planuje się zdjąć szereg ograniczeń dotyczących formy prawnej prowadzenia kancelarii prawniczej, włącznie z tym, że nietrzeba będzie być prawnikiem. Jak napisano w uzasadnieniu nowego prawa, usługi prawnicze, takie jak umowa nabycia nieruchomości czy umowa ustanowienia spółki, powinny być tak dostępne i proste dla brytyjskich konsumentów, jak kupno puszki fasoli, stąd między innymi potoczna nazwa prawo Tesco.

Oprócz tego , jak donosi Rzeczpospolita sieć handlowa TESCO zamierza stać się dużym graczem na rynku usług prawniczych, oferując klientom uzyskanie profesjonalnej porady prawnej przy okazji robienia zakupów. Poważnie zainteresowane świadczeniem usług prawnych są także banki.

Brytyjski rynek usług prawniczych jest na pewno bardzo odległy od naszego, podobnie zresztą jak tamtejsza kultura prawna. Biorąc jednak pod uwagę, jak bardzo Polacy zachłyśnięci są zachodem spodziewać się należy, że podobne rozwiązania przywędrują do nas szybciej niż nam się to wydaje i jest to raczej nieuniknione. Za kilkanaście lat kancelarie jakie znamy dzisiaj mogą zupełnie zniknąć z rynku, a w ich miejsce pojawić się sieciówki wyglądające jak salony sprzedaży operatorów komórkowych ;).

Zanosi się zatem, że za kilkanaście lat wszyscy wylądujemy na kasie w supermarkecie, czy tego chcemy czy nie ;)
A jakie jest wasze zdanie, uważacie podobnie jak autorzy projekty TESCO LAW, że uzyskanie porady prawnej powinno być tak łatwo dostępne jak kupno bułek na śniadanie?

Źródło: rp.pl

iurista.net wychodzi na prostą

23 sty 2011 autor: Kamil Rawa

Zapewne wiele osób skreśliło już iuriste, nie mniej jednak po 2 miesięcznej przerwie wracamy do gry i wznawiamy aktualizację serwisu. Mieliśmy sporo problemów ze spamem z którymi mam nadzieję już się uporaliśmy. Jeżeli testy wypadną pomyślnie to w nadchodzącym tygodniu wyłącze konieczność akceptacji komentarzy przez moderatora, ułatwiając tym samym życie wszystkim :)

Kolejne duże zmiany serwisu już wkrótce. Zapraszam zatem do stałego zaglądania na iuriste.

Miło widzieć, że pomimo braku aktualizacji w serwisie ciągle jest ruch :)

Szkoła prawa obcego – czy warto?

15 gru 2010 autor: Łukasz Wądołowski

W związku z faktem podejmowania studiów prawniczych przez coraz większą rzeszę chętnych, wielu studentów na wydziałach prawa stara się wybić ponad przeciętność. Jednym ze sposobów na zdobycie nowych umiejętności oraz poszerzenie wiedzy prawniczej jest podjęcie nauki w ramach szkół prawa obcego. Od początku obecnej dekady, przy uniwersyteckich wydziałach prawa w Polsce powstają sukcesywnie kolejne szkoły prawa obcego. Można się w nich uczyć m.in. podstaw prawa francuskiego, niemieckiego, włoskiego, amerykańskiego, a nawet rosyjskiego czy ukraińskiego.

Organizacja takich szkół w zdecydowanej większości wygląda podobnie. Początki opierały się na nawiązaniu współpracy pomiędzy polskim uniwersytetem a jego odpowiednikiem w innym kraju. Nauka w ramach kursu zazwyczaj trwa od 2 do 4 semestrów w trakcie których studenci uczęszczają na wykłady, konwersatoria oraz warsztaty. Ukończenie kursu zazwyczaj następuje po zaliczeniu określonej liczby dowolnie wybranych zajęć z ogólnej puli przedmiotów. W zależności od formy prowadzenia zajęć, podstawą zaliczenia jest zdany egzamin końcowy lub przygotowanie pracy zaliczeniowej. Znając już podstawy organizacji takich szkół należy zastanowić się, jakie wymierne efekty można osiągnąć poprzez uczestnictwo w takowych zajęciach.

Niewątpliwie, uczestniczenie w zajęciach z prawa obcego ma swoje ogromne zalety. Przede wszystkim pozwala poszerzyć horyzonty poprzez poznanie podstaw obcych systemów prawa. Problemy, z jakimi studenci spotykają się w ramach prowadzonych warsztatów, często diametralnie odbiegają od treści kazusów z którymi muszą się zmierzyć w ramach standardowych zajęć. Dzięki temu wyrabiają sobie umiejętność wielopłaszczyznowego patrzenia na prawo, co jest w chwili obecnej koniecznym narzędziem w pracy każdego prawnika. Szkoła prawa obcego jest doskonałym sposobem doskonalenia tych umiejętności. Ponadto, cenna wydaje się możliwość prześledzenia, jak funkcjonują instytucje prawne poszczególnych krajów w powiązaniu z prawem europejskim. Wybierając szkołę prawa niemieckiego lub angielskiego interesującym wydaje się np. poznanie wpływu orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości na orzecznictwo sądów w danym kraju. Choć 2,3 lub 4 semestry nauki pozwalają jedynie na podstawowe zapoznanie się z systemem prawnym obcego państwa, to jednak przybliżają ogólny zarys najważniejszych instytucji oraz rozwiązania sprawdzone w państwie obcym. Przeszczepienie choć części tych rozwiązań na grunt polskiego prawa pozwala na nowe spojrzenie na problem z którymi prawnik spotyka się na codzień.

Drugą, niewątpliwą zaletą uczestniczenia w zajęciach w ramach szkoły prawa obcego jest możliwość uczestniczenia w wykładach, udzielania się w ramach konwersatoriów oraz szlifowania praktycznych umiejętności pod okiem wybitnych teoretyków i praktyków, często z liczących się ośrodków akademickich w Europie i Stanach Zjednoczonych. System pracy ze studentami w Stanach Zjednoczonych czy państwach zachodniej Europy różni się znacząco od rozwiązań przyjętych w Polsce. W związku z tym praca w ramach warsztatów nad danym kazusem pod okiem specjalisty z innego kraju jest niewątpliwie cennym doświadczeniem. W przypadku szkół prawa amerykańskiego może to być np. symulacja procesu, symulacja procedury wyboru ławników czy przeprowadzenie „cross examination” wspólnie z prowadzącym. Wykłady przeprowadzane przez specjalistów z innych krajów także są warte uwagi, ze względu na często odmienne problemy z którymi spotyka się doktryna czy judykatura w danym kraju.

Inną zaletą przemawiającą za uczestnictwem w zajęciach z prawa obcego jest możliwość szlifowania języka danego kraju oraz poznania terminologii prawniczej. Wielu uczestników szkół prawa obcego traktuje je jako alternatywę dla drogich, specjalistycznych kursów językowych dla prawników. Dla części przyszłych jurystów, którzy rozpoczną pracę w międzynarodowych korporacjach, znajomość np. angielskiej terminologii prawniczej jest niezmiernie przydatna, chociażby w przypadku gdy niezbędna jest np. analiza dokumentów sporządzonych na podstawie prawa angielskiego na potrzeby transakcji związanych z polskim prawem i polskimi klientami. Ponadto wiele terminów prawniczych innych krajów nie ma swoich odpowiedników w języku polskim, dlatego też dzięki wykładom oraz warsztatom można zrozumieć istotę niektórych instytucji. Zrozumienie odmienności, jeśli chodzi o regulacje obcego prawa jest niezbędne w codziennej pracy z klientami będącymi obcokrajowcami.

Ostatnim argumentem przemawiającym na korzyść szkół prawa obcego jest interesująca forma, jaką nieraz przyjmują zajęcia, tak różna od rozwiązań stosowanych w Polsce. Organizując warsztaty z retoryki prawniczej, studenci poza wiedzą teoretyczną mogą także wykazać się w konfrontacji z innymi, a szczególnie stanąć twarzą w twarz z np. adwokatem czy profesorem z innego kraju. Inne zajęcia jak chociażby warsztaty z negocjacji, także pozwalają na zdobycie praktycznych umiejętności, tak cennych w pracy przyszłego prawnika. Ponadto, szkoły prawa obcego często w porozumieniu ze sobą organizują ogólnopolskie konkursy z wiedzy o danym systemie prawa. W przypadku np. prawa amerykańskiego, studenci mają możliwość sprawdzenia się w ramach Moot Court Competition czyli symulacji amerykańskiego procesu. Najlepsi studenci w kraju zostają nagrodzeni możliwością dalszego pogłębiania wiedzy w ramach wyjazdu do Stanów Zjednoczonych.

Pomimo powyższych argumentów przemawiających za podjęciem nauki w ramach szkoły prawa obcego, jest też kilka minusów, właściwych niemal dla każdej takiej jednostki. W związku z tym, że szkoły prawa obcego są realizowane w formie kursów, nie są formalnie uznawane w Polsce jako odrębne studia. Ponadto, w związku z faktem, iż tego typu szkoły skupiają niemal wyłącznie studentów prawa (z nielicznymi wyjątkami w postaci studentów filologii czy administracji), dostęp do nich jest powszechnie otwarty co skutkuje tym, iż potencjalnych uczestników nie weryfikuje się czasem nawet pod kątem znajomości języka wykładowego. Oznacza to, że o ile wykłady są przeprowadzane w standardowy sposób to warsztaty często prowadzone są w prostszej językowo formule ze względu na studentów słabiej władających językiem. Ostatnią kwestią jaką należy poruszyć jest fakt, iż szkoły prawa obcego przy niektórych uczelniach nie stawiają zbyt wysokich wymagań studentom co do zaliczenia poszczególnych przedmiotów. Brak przysłowiowego „bata” demobilizuje studentów i wiąże się z tym, że aby solidnie poznać podstawy danego systemu prawnego należy być wyposażonym w spore pokłady silnej woli.

Podsumowując, choć zajęcia w ramach szkół prawa obcego nie są pozbawione swych bolączek, to warto się na nie zdecydować. Jak wspomniano powyżej, pozwalają na poznanie podstaw systemu prawnego w danym kraju, spotkanie z wybitnymi prawnikami oraz na szlifowanie języka obcego przy jednoczesnym zapoznaniu się z terminologią prawniczą.

(S)kserowane prawa autorskie

9 gru 2010 autor: Agnieszka Domagalska

Nie wszyscy z nas zdają sobie sprawę z tego, iż rocznie kserowanych jest blisko 5 mln stron publikacji, głównie tych o charakterze naukowym i specjalistycznym. Tylko ten proceder stanowi ok. 90% wszystkich kserowanych w Polsce materiałów. Z nielegalnym masowym kopiowaniem książek wydawnictwa walczą od lat i niestety ciągle przegrywają. Warto jest zatem na moment zastanowić się nad tym, czy przy kserowaniu książek nie jest przypadkiem łamane prawo autorskie.

Jaki ten student zły

Nie od dzisiaj wiadomo, iż studenci wszystkich uczelni kserują dosłownie wszystko – notatki, różnego rodzaju opracowania i materiały, podręczniki, skrypty czy też ćwiczenia. To właśnie uczelniane punkty ksero stanowią największą bolączkę wydawnictw walczących o ochronę praw autorskich. Ma na to wpływ wiele czynników.
Pierwszym i chyba najważniejszym z nich jest fakt, iż niestety książki akademickie są pozycjami drogimi i bardzo często jest ich niewiele na rynku wydawniczym.

Kolejnym jest fakt, iż biblioteki uczelniane albo w ogóle nie posiadają w swoich zbiorach potrzebnej pozycji, a jeśli zdarzy się, że już jest, to bardzo często w niewystarczającej liczbie egzemplarzy.
Często też nowsze pozycje są wypożyczane pracownikom uczelni i tak czy siak student nie ma do nich dostępu. Uczelnie tłumaczą się tym, iż nie posiadają wystarczającej ilości środków na zakup odpowiedniej liczby książek co związane jest z ilością studentów lub też po prostu z zainteresowaniami.
Często zdarza się również, że to sami prowadzący zajęcia zanoszą do punktu ksero określoną pozycję i w ten sposób udostępniają ją swoim studentom do kserowania.

Jak widać, czynników sprzyjających oddawaniu książek do ksero jest naprawdę dużo i są one bardzo urozmaicone. Pamiętać jednakże należy, iż czasami student kseruje, bo po prostu nie ma innego wyjścia, jeśli chce dobrze zdać egzamin czy zaliczenie.

I tak nakręca się błędne koło

Książek niezbędnych do nauki jest mnóstwo, jednak w ciągu ostatnich kilkunastu lat nakłady książek naukowych spadły kilkakrotnie. Tak niskie nakłady z kolei przekładają się na ich wysokie ceny. Powodem tego jest fakt, iż niewielu uczniów i studentów je kupuje. Przyczyna tego zaś jest bardzo prosta – polskiego studenta nie stać na kupienie nowego podręcznika akademickiego. Student studiów dziennych nie ma albo wcale możliwości zarabiania albo ma ją w bardzo ograniczonym stopniu. Studenci zaoczni i wieczorowi z kolei wprawdzie często pracują, ale większość zarobionych pieniędzy przeznaczana jest na opłacenie czesnego. Poza tym, studiowanie niektórych dziedzin, takich jak np. prawo czy administracja, wiąże się z tym, iż większość podręczników staje się szybko nieaktualna i nie może być mowy o ich późniejszym odsprzedaniu. Ponadto często do jednego przedmiotu potrzebnych jest więcej niż jedna pozycja książkowa, a takich przedmiotów w semestrze jest kilkanaście.

W ten sposób nakręca się niestety błędne koło: studenci, których nie jest stać na kupno nowego podręcznika akademickiego, będą oznaczali mało sprzedanych książek, a to z kolei będzie się wiązało ze zmniejszaniem ich nakładów, co spowoduje w rezultacie wzrost ceny i tak w kółko. Problem ten ma zatem naprawdę duży wpływ na ilość kserowanych materiałów książkowych na polskich uczelniach. Niewątpliwie też stanowi niejako dobre usprawiedliwienie dla wszystkich tych, którzy z ksera w ogóle korzystają.

(Nie)zakazane ksero

Z etycznego punktu widzenia kserowanie książek jest niedozwolone. Z prawnego punktu z kolei sprawa nie jest już taka jasna. Według wielu prawników, przepisy mogą być różnie interpretowane. O tym czy faktycznie doszło do złamania prawa za każdym razem decyduje tak naprawdę dopiero sąd.

Niewątpliwie naruszeniem prawa autorskiego jest utrwalanie lub zwielokrotnianie cudzego utworu w wersji oryginalnej bez stosownego uprawnienia albo wbrew jego warunkom. Tego typu zachowanie traktowane jest jako złamanie majątkowego prawa autorskiego. Zgodnie z obowiązującą ustawą regulującą zagadnienia związane z prawem autorskim (art. 117) za tego typu działania grożą takie sankcje jak: grzywna oraz ograniczenie lub także pozbawienie wolności do lat dwóch.

Niestety przepisy te bardzo często pozostają jedynie tzw. „przepisami papierowymi”, gdyż sądy karne rzadko osądzają właścicieli punktów ksero. Często ich zachowania uznawane są za czyny o niewielkiej szkodliwości społecznej i przez to nie stanowią już przestępstwa. Jednakże przy tym wszystkim nie można zapominać o art. 23 pkt. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który stanowi, iż bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego, który nie jest związany z żadnym celem zarobkowym.

Z uwagi na jego sformułowanie nie ma znaczenia czy student skserował całą książkę czy tylko jej część. Nie ma również znaczenia forma w jakiej została skopiowana, czyli możliwe jest jej zeskanowanie, zrobienie zdjęcia, przepisanie czy też skserowanie przy pomocy kserokopiarki.

Zakres własnego użytku osobistego obejmuje z kolei korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. W doktrynie prawa zwraca się uwagę, że własny użytek osobisty dotyczy wszelkich form korzystania z utworu, z wyjątkiem budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno – urbanistycznego. W praktyce jednakże największe znaczenie w zakresie tzw. dozwolonego użytku prywatnego ma kopiowanie utworów chronionych, które dokonywane jest z użyciem własnego albo wypożyczonego egzemplarza.

Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie art. 35 Prawa autorskiego każdy dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy jego twórcy. Cel właściwego użytku osobistego nie został bliżej określony i tym samym może to być każdy cel: rozrywkowy, kolekcjonerski, naukowy czy też archiwalny.

Przepis ten stanowi zatem taki swoisty kruczek prawny i może być podstawą obrony niejednego studenta.

Legalna książka = legalna wiedza

Wydawnictwa, które na kserowaniu książek tracą każdego roku ogromne pieniądze, postanowiły rozpocząć walkę o legalną książkę. Utworzone zostało porozumienie „Legalna książka = Legalna wiedza”. Wydawnictwa z plagą kserowania walczą również przy pomocy policji, która kontroluje poszczególne punkty ksero. Nielegalnemu kserowaniu przeciwstawiły się również największe domy wydawnicze, które założyły stowarzyszenie pod nazwą „Polska Książka”. W jego ramach zaś założyły „Grupę Walczącą o Przestrzeganie Prawa na Uczelniach”, gdyż to właśnie przede wszystkim na uczelniach wyższych i wokół nich kwitnie proceder nielegalnego kserowania.

Wydawnictwa postanowiły uderzyć w uczelnie, na początek wysyłając listy, w których informują rektorów, że łamią oni prawo. Takie specjalne listy zostały wysłane do władz większości polskich uczelni jeszcze w maju. Ponadto wydawcy zdecydowali się na umieszczanie w prasie ogłoszeń. W ogłoszeniach tych znajdują się ostrzeżenia, że wykorzystane zostaną wszelkie „środki ochrony prawnej” do walki z tymi, którzy łamią prawa autorskie. Prowadzone były również różnego rodzaju akcje, takie jak: „Ksero to zero” czy też „Mniej niż ksero”, w których wydawcy obniżali ceny podręczników, by zachęcić uczniów i studentów do ich zakupu.
Wydawcy książek naukowych niestety zaczynają już grozić procesami cywilnymi, gdyż w nich sędzia nie może uznać niewielkiej szkodliwości społecznej czynu jak to ma miejsce w procesach karnych.

Detektyw na tropie łamania prawa autorskiego

Walka o legalną książkę często niestety przypomina swoistą walkę z wiatrakami. Wydawnictwa prześcigają się w różnych pomysłach, które spowodować mają zmniejszenie ilości kserowanych pozycji książkowych. Poza tymi wymienionymi wyżej znaleźć można również i te całkiem nietypowe.

Przykładem tego niewątpliwie jest ostatni pomysł szefów największych wydawnictw naukowych, którzy w październiku zdecydowali się na zatrudnienie agencji detektywistycznej. Na razie wiadomo jedynie, iż jej zadaniem ma być wyłapywanie przypadków łamania praw autorskich w szkołach wyższych.

Polska Izba Książki z kolei planuje wynająć firmę informatyczną, której zadaniem będzie wyłapywanie pirackich egzemplarzy podręczników akademickich, które następnie zamieszczane są nielegalnie w internecie. A co się stanie z tymi znalezionymi? Otóż po wykryciu nielegalnego obrotu pirackimi egzemplarzami prowadzone będą rozmowy z osobami odpowiedzialnymi za ich zamieszczenie w sieci. Dopiero, gdy nie odniosą one skutku, sprawa taka trafi następnie do sądu. Jak się okazuje wiele zagranicznych wydawnictw i organizacji tak właśnie zrobiło.

A w innych krajach europejskich tego typu wysiłki przyniosły bardzo dobre efekty.

Przecież wiedza jest bezcenna

Nie ulega wątpliwości, iż kserowanie książek jest dużo tańsze niż kupowanie nowych, których cena jest często naprawdę wysoka. Kserowanie książek przez studenta na własny użytek, nawet w sytuacji, gdy zleca skopiowanie pracownikowi punktu ksero, któremu za to płaci nie jest jednakże łamaniem prawa.
Tak naprawdę problem zaczyna się w momencie, gdy tenże pracownik ksero skopiuje tę książkę kilka razy. A potem na prośbę innej osoby, by skserował właśnie tę pożądaną pozycję, sprzedaje od ręki gotowy egzemplarz. Wtedy zamawiający i kserujący łamią prawo autorskie, gdyż działają wspólnie i w porozumieniu.
Trudno jest w niniejszej sprawie opowiedzieć się po którejś ze stron, bo każda ma swoje racje. Po jednej stronie jest autor, który poświęcił na przygotowanie tej pozycji często wiele lat pracy i z pewnością mnóstwo godzin, a z drugiej strony stoi student, który bardzo chciałby mieć swój własny egzemplarz książki (zwłaszcza z dziedziny, która go szczególnie interesuje), ale często go na to nie stać.

Mam wrażenie, że w tej całej walce o prawa autorskie gdzieś po drodze zagubiono sens wydawania książek (zwłaszcza tych naukowych). Niewątpliwie jest nim wiedza, dzięki której poszerzamy swoje horyzonty i poznajemy nowe dziedziny. I bez znaczenia jest czy nabędziemy ją za pomocą książek nowych, czy też tych kserowanych… bo przecież zdobyta wiedza jest bezcenna.

Z pozdrowieniami dla studentów przygotowujących się powoli do sesji :-)

Agnieszka Domagała


Odpowiedzi MS na odwołania od wyniku egzaminu

1 gru 2010 autor: Kamil Rawa

Zgodnie z prośbą tworzę wpis poświęcony odwołaniom od testów na aplikacje do WSA, aby nie generować niepotrzebnych treści zamiast mędrkować oddam głoś użytkownikowi maszczcilos publikując jego komentarz. Mam nadzieje, że nie ma nic przeciwko, w przeciwnym razie proszę o informacje – usunę poniższą treść.

maszcilos: Oczywiście rozumiem wasze zainteresowanie konkretami względem mojego poprzedniego wpisu i dlatego postaram się możliwie obszernie przedstawić kontrargumenty MS.

Zanim jednak przejdę do poszczególnych pytań chce powiedzieć, że ton uzasadnienia jest w moim przekonaniu przyzwoity – wydaje mi się, że ktoś faktycznie przeczytał moje odwołanie i postarał się przynajmniej w części odnieść do moich argumentów. Nie sprawdziła się zatem teoria jakoby MS z automatu odpisywało wszystkim dokładnie to samo. Myślę, że po otrzymaniu kilkudziesięciu odwołań MS miało już zarys pytań i argumentów podnoszonych przez odwołujących się i w związku z tym pracownicy zajmujący się naszymi odwołaniami stworzyli szablon kontrargumentów, które następnie dopasowano do poszczególnych odwołań.

Pytanie nr 2:

Moim głównym argumentem było użycie przez autora pytania sformułowania „nadzwyczajne obostrzenie kary” – podniosłem, że w ustawie nie ma definicji tego pojęcia i że przepis art 57a kk nie posługuje się tym pojęciem. Dodatkowo podniosłem jeszcze klika argumentów o których pisaliśmy w tym wątku.

W odpowiedzi MS napisało, że pojęcie to funkcjonuje w przepisie art 38 i 57 kk i że jest to podstawowe pojęcie które powinienem znać. Co więcej stwierdzono, że test nie polega na odtworzeniu ustawy tylko na znajomości prawa; a pozostałe odpowiedzi były oczywiście błędne. MS podparło się w tym wypadku orzeczeniem NSA II GSK 857/09 (to chyba jedno z 2 czy 3 orzeczeń, które wyłamują się z korzystnej dla nas linii orzeczniczej).

Co do części argumentów dotyczących tego pytania mogę zgodzić się z MS bo instytucja nadzwyczajnego obostrzenia kary jest faktycznie podstawowa jeśli chodzi o prawo karne. Reszta jednak mnie nie przekonuje, bo jedna kwestia to to, że ustawodawca posługuje się jakimś pojęciem a inna to fakt, że nigdzie w ustawie tego pojęcia nie definiuje itd.

Pytanie nr 3:

W tym pytaniu głównym argumentem świadczącym o jego wadliwości było użycie koniunkcji „i” zamiast alternatywy „lub”.

W odpowiedzi stwierdzono, że użyto spójnika „i” celowo, ponieważ wyłączono całkowicie możliwość zastosowania grzywny lub środka karnego. Do tego podano przykład przeprowadzenia wykładni logicznej tego zdania.

I w tym wypadku uzasadnienie MS choćby w części wydaje się zasadne, sam do końca nie jestem pewny czy przedstawiona w uzasadnieniu decyzji wykładnia logiczna nie jest prawidłowa. Muszę skonsultować się ze specjalistą od logiki prawniczej. Myślę ze wtedy rozwieją się moje wątpliwości.

Pytanie nr 64:

Podstawowym argumentem względem tego pytania było nie wskazanie w pytaniu etapu postępowania. Nie wiadomo czy chodzi o przesłankę pierwotną czy następczą.

W odpowiedzi MS napisało, że pytanie to jest wiernym odwzorowaniem przepisu i że w tymże przepisie chodzi o pierwotną przesłankę.

Zgadzam się że w przepisie który był podstawą pytania chodzi o przesłankę pierwotną – ale w pytaniu nie wiadomo o który przepis chodzi, co więcej podobno test nie polega na odtworzeniu ustawy ale na znajomości prawa:) W tym wypadku MS ewidentnie odbija piłeczkę odnosząc się do własnej analizy tego pytania. Co więcej dobór niektórych argumentów przeczy temu na co powoływano się w uzasadnieniu prawidłowości poprzednich dwóch pytań.

Pytanie nr 68:

Postawą wadliwości tego pytania było nie uwzględnienie wyjątku z przepisu art 477 z indeksem 2.

W tym wypadku absurdalność odpowiedzi MS poraża!
W skrócie uznali, że faktycznie jest wyjątek ale pytanie się do niego w ogóle nie odnosi itd. Przyznam szczerze, że ta część uzasadnienia wyjątkowo mnie rozbawiła.

Dodam jeszcze, że w swoim odwołaniu (taki mój osobisty żal) pozwoliłem sobie odnieść się do wahania poziomu trudności egzaminu – 2008 -ok20% / 2009 -ok80% / 2010 -znowu ok20% itd.
W zasadzie nie chodziło o uwzględnienie tego argumentu – ale o zwrócenie uwagi na sam problem i niekonsekwencje ministerstwa. Ale oczywiście i do tego MS się odniosło, absolutnie nie zrozumiawszy moich intencji i racji, poświęcając na odpowiedz 2,5 strony… (śmiech na sali).

Podsumowując:

1. Ze wszech miar MS to iluzoryczna instancja odwoławcza. My szukamy błędów w teście, a MS zamiast je rozważyć – od razu szuka kontrargumentów. Myślę, że najlepiej potraktować nasze odwołania jako niezbędny krok na drodze do WSA.

2. W trakcie pracy nad pytaniami i ich wadliwością sami mogliśmy ocenić które z nich są „słabe” a które „mocne”. W związku z tym nie zaskakuje mnie sytuacja, w której jestem w stanie uznać kontrargument w stosunku do pytania co do którego sam miałem wątpliwości. Analogicznie w przypadku mocnych pytań (zwłaszcza pytania nr 68) argumenty MS są stanowczo naciągane i giną w treści uzasadnienia.

3. Istotną kwestią, która od razu rzuca się w oczy jest niekonsekwencja ministerstwa. Z jednej strony kiedy ministerstwu pasuje – nie mamy odtwarzać ustawy tylko wykazać się znajomością prawa! Jednak w kolejnym pytaniu nie mamy już racji wykazując się znajomością prawa, bo przecież MS w pytaniu zacytowało przepis ustawy.

Mam nadzieje, że moja odpowiedź was usatysfakcjonuje. Na marne pocieszenie powiem, że skarga do WSA nie będzie już wymagała tyle wysiłku co samo odwołanie. W zasadzie wystarczy napisać to co w odwołaniu, odnosząc się do kontrargumentów MS. Należy ponadto pamiętać o zachowaniu wszystkich kwestii formalnych związanych ze skargą.

Ja w swojej skardze zdecydowanie powołam się na wszystkie 4 pytania, które kwestionowałem w odwołaniu. Dopuszczam także możliwość rozszerzenia skargi o dodatkowe pytania.

Legal English #8 Fruit of the poisonous tree

1 gru 2010 autor: Piotr Konieckiewicz

Fruit of the poisonous tree is a legal metaphor in the United States used to describe evidence that is obtained illegally.[1] The logic of the terminology is that if the source of the evidence (the „tree”) is tainted, then anything gained from it (the „fruit”) is as well. Such evidence is not generally admissible in court.[2]

For example, if a police officer conducted an unconstitutional (Fourth Amendment) search of a home and obtained a key to a train station locker, and evidence of a crime came from the locker, that evidence would most likely be excluded under the fruit of the poisonous tree doctrine. The discovery of a witness is not evidence in itself because the witness is attenuated by separate interviews, in-court testimony and his or her own statements. The doctrine is an extension of the exclusionary rule, which, subject to some exceptions, prevents evidence obtained in violation of the Fourth Amendment from being admitted in a criminal trial. Like the exclusionary rule, the fruit of the poisonous tree doctrine is intended to deter police from using illegal means to obtain evidence. The doctrine is subject to four main exceptions. The tainted evidence is admissible if:

  • it was discovered in part as a result of an independent, untainted source;
  • it would inevitably have been discovered despite the tainted source; or
  • the chain of causation between the illegal action and the tainted evidence is too attenuated; or
  • the search warrant not based on probable cause was executed by government agents in good faith.

The fruit of the poisonous tree doctrine stems from the 1920 case of Silverthorne Lumber Co. v. United States.[3]

[1] ^ Dressler, Joshua (2002). Understanding Criminal Procedure (3rd ed.). Newark, NJ: LexisNexis. ISBN 0820554057.

[2] ^ Gaines, Larry; Miller, LeRoy (2006). Criminal Justice In Action: The Core. Belmont, CA: Thomson/Wadsworth. ISBN 0495003050.

[3] ^ See also Bransdorfer, Mark S. (1987). „Miranda Right-to-Counsel Violations and the Fruit of the Poisonous Tree Doctrine”. Indiana Law Journal 62: 1061. ISSN 00196665.

Dictionary:

  • Fruit of the poisonous tree – owoc zatrutego drzewa;
  • to obtain – uzyskać;
  • admissible - dopuszczalny;
  • unconstitutional – niekonstytucyjny;
  • excluded - wykluczony;
  • attenuated - osłabiony;
  • violation - pogwałcenie, naruszenie;
  • deter - powstrzymać;

Źródło: Wikipedia (autorzy, na licencji CC-BY-SA 3.0)

Relacja między umową zlecenia a umową o pracę

30 lis 2010 autor: Tomasz Bakalarz

Podstawowym błędem spotykanym w codziennym życiu jest zaliczenie umowy zlecenia do kategorii umów o pracę. Taka kwalifikacja wynika z niezrozumienia różnicy pomiędzy stosunkiem pracy a stosunkiem cywilnoprawnym. Powyższe nieporozumienie wynikać może również z obserwacji praktyki na rynku pracy. U tego samego pracodawcy tą samą pracę można wykonywać w ramach stosunku cywilnoprawnego lub stosunku pracy. W szczególności za wybraniem przez pracodawcę umowy cywilno-prawnej przemawiają korzyści finansowe (ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych w art. 6 ust. 4 nie uznaje za obowiązkowy tytuł ubezpieczenia umowy zlecenia wykonywanej przez studentów, uczniów szkół gimnazjalnych, ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych).

Czytaj dalej…

Wyniki I konkursu!

22 lis 2010 autor: Kamil Rawa

Po burzliwej naradzie udało nam się dojść do jako takiego consensusu. Z uwagi na duże zróżnicowanie zdecydowaliśmy się wybrać po naszym zdaniem najlepszym komentarzu w kategorii dowcip (miały być anegdoty co prawda, ale skoro już tyle się pojawiło to trudno było je odrzucić), historia ze studiów i historia z aplikacji. Wybór jest całkowicie subiektywny i możecie się z nim nie zgodzić , fakt że sprawiedliwiej byłoby zrobić losowanie, ale takie musielibyśmy zgłosić do Ministra Finansów, postanowiliśmy więc nie zawracać mu głowy naszym małym konkursem. Zresztą po co fatygować tą komisje kontroli gier i zakładów z totolotka – niech tam siedzą.

A teraz do rzeczy: z naszym wyborem możecie się zapoznać w dalszej części postu.

Czytaj dalej…

Legal English #7 Criminal law

16 lis 2010 autor: Piotr Konieckiewicz

Criminal law, or penal law, is the bodies of rules with the potential for severe impositions as punishment for failure to comply. Criminal punishment, depending on the offense and jurisdiction, may include execution, loss of liberty, government supervision (parole or probation), or fines. There are some archetypal crimes, like murder, but the acts that are forbidden are not wholly consistent between different criminal codes, and even within a particular code lines may be blurred as civil infractions may give rise also to criminal consequences. Criminal law typically is enforced by the government, unlike the civil law, which may be enforced by private parties.
Czytaj dalej…