Wykorzystanie cudzego wizerunku jest obecnie bardzo intratnym sposobem na zwiększenie poczytności gazety, portalu internetowego, wzrost sprzedaży poprzez skuteczne marketingowe wykorzystania osoby powszechnie znanej. Ta niezaprzeczalna komercjalizacja wizerunku skłaniać powinna do bliższemu spojrzeniu na zezwolenie, na podstawie którego dochodzi do eksploatacji wizerunku.
Ustawa HADOPI dopuszczająca odłączanie internautów od sieci za nielegalne ściąganie plików chronionych prawami autorskimi budzi nie tylko liczne kontrowersje we Francji, kraju swego pochodzenia, lecz również w całej Europie. Wszystko dzięki forsowanej przez francuskie władze propozycji oparcia unijnego pakietu telekomunikacyjnego na mechanizmach wspomnianej ustawy. Z tym większym zaciekawieniem oczy europejczyków skupiły się ostatnio na francuskiej Radzie Konstytucyjnej (francuskim TK), która wydała pierwsze orzeczenie w sprawie ustawy HADOPI. Decyzja Conseil Constitutionnel z 10 czerwca[1] uspokoiła wielu Francuzów.
W konflikcie o przyszłość i kształt prawa autorskiego, a zwłaszcza instytucji dozwolonego użytku prywatnego, na całym świecie ścierają się różne grupy interesów. Niekiedy reakcje stron są tak gwałtowne, że najwłaściwszym określenie dla obecnego stanu jest właśnie wyrażenie wojna o prawa autorskie[1].
Od wielu lat początkujący artyści rozpoczynają swoją karierę od wykonywania piosenek innych, renomowanych zespołów. Dla sztuki jest to zabieg jak najbardziej pożądany, z uwagi na bezkompromisowość młodych twórców. Co innego dla ekonomicznych interesów renomowanych artystów. Swoboda twórcza musi podlegać pewnym ograniczeniom wynikającym z prawa autorskiego.
W pewien piękny majowy dzień do Pubu „Alaska” zawitał pewien tajemniczy jegomość. Rozejrzał się po sali, w której większość klientów zajęta była jedzeniem, rozmowami i słuchaniem przyjemnej muzyki wydobywającej się z głośników. Nowy klient usiadł przy stoliku, zamówił wodę mineralną i przez ponad godzinę co chwila notował coś skrzętnie w swoim notatniku. Gdy już skończył pisać, podszedł do barmana i wręczył mu wizytówkę wyciągniętą przed momentem z wewnętrznej kieszeni marynarki, po czym podał również kartkę formatu A4 zatytułowaną „Protokół z publicznego odtwarzania materiałów chronionych prawem autorskim”. Uśmiechnął się przyjaźnie, a potem przeszedł do konkretów żądając podpisania przez właściciela pubu stosownej umowy z organizacją zbiorowego zarządu prawami autorskimi, którą ma zaszczyt reprezentować. W krótkim czasie po tym zdarzeniu umowa została podpisana, ale zaraz potem pojawili się w pubie przedstawiciele innych organizacji zbiorowego zarządu. Skonsternowany przedsiębiorca zaczął zastanawiać się czy podpisywanie umów z tymi wszystkim organizacjami jest absolutnie konieczne, bo wydaje się całkowicie absurdalne. Takich sytuacji ciągle przybywa, dlatego postanowiłem się przyjrzeć przepisom w tym zakresie.
Europejskie Stowarzyszenie Studentów Prawa ELSA Gdańsk serdecznie zaprasza do udziału w międzynarodowej konferencji „Main Trends in Intellectual Property Law”, która odbędzie się w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Gdańskiego (ul. Wita Stwosza 53) w dniach 13-17 maja 2009 r.
W ciągu ostatnich kilku dni na blogach i w serwisach informacyjnych pojawił się szereg opinii dotyczących wyroku w sprawie strony z plikami torrent The Pirate Bay (thepiratebay.org). Zdania są podzielone choć dominuje krytyka tego wyroku. Osobą które o wyroku nie słyszały należy się kilka zdań wyjaśnienia. W piątek (17 kwietnia) szwedzki sąd uznał czterech mężczyzn – twórców strony za winnych pomocy w rozpowszechnianiu materiału chronionego prawem autorskim (assisting in making copyright content available) i podżegania do popełnienia przestępstwa, każdemu z nich wymierzono karę 1 roku pozbawienia wolności oraz grzywnę w wysokości 905 000 dolarów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że biorąc pod uwagę to na jakiej zasadzie działa witryna TPB ciężko zgodzić się z kwalifikacją prawną przyjętą przez sąd. Problem polega na braku zrozumienia (lub braku chęci zrozumienia) zasady na jakiej działają torrenty i roli jaką w tym wszystkim odgrywają wyszukiwarki tych plików.
Z głośników w większości centrów handlowo-usługowych zazwyczaj sączy się przyjemna dla ucha muzyka, a z telebimów atakują klientów różnorodne przekazy audiowizualne. Zadowoleni kupujący w miłej atmosferze są o wiele bardziej skłonni do zakupowych szaleństw, zaś poza tym chętnie wracają do miejsc, które dobrze się im kojarzą. Cała ta marketingowa machina ma na celu, przede wszystkim zwiększenie przychodów z działalności gospodarczej.